Orędzie 6 z dnia 3 stycznia 1946 roku
„Słyszę Głos, który mówi:
„Anglio, uważaj!”
Wtedy widzę Anglię i na niej duży kościół. Rozumiem wewnętrznie: „Westminster Abbey.“ Wtedy widzę jakiegoś biskupa. On nie jest z naszego Kościoła. Rozumiem wewnętrznie: “To jest biskup Anglii”.
Potem widzę przed sobą siedzącego papieża. On patrzy bardzo poważnie. Potem widzę znowu biskupa. To dotyczy Anglii. Pani wskazuje na Anglię. Widzę ponad głową tego biskupa wypisane słowo „Walka”. Ogarnia mnie dziwne uczucie. Czuję się tak dziwnie, jakby się we mnie wszystko zmieniło. Nie mogę tego wyjaśnić. Nagle spoglądam na lewo, w górę i widzę znowu Panią. Ubrana jest cała na biało i stoi częściowo w górze. Zwraca mi na coś uwagę. Spoglądam na to i widzę znowu przede mną leżącą Anglię. Pani mówi do mnie:
„Walka ogarnie całą Europę i tam na zewnątrz”.
Nachodzi mnie ciężkie, paraliżujące uczucie i wielkie duchowe zmęczenie. Pani mówi:
„To jest ciężka duchowa walka.”
Orędzia Pani Wszystkich Narodów tworzą spójną całość i niosą wyraźne przesłanie: nadchodzi czas duchowej walki, która rozegra się zarówno wewnątrz Kościoła, jak i poza jego granicami. Pani Wszystkich Narodów zapowiada, że będą to przede wszystkim zmagania o charakterze ideologicznym i duchowym.
W widzeniu przekazanym Idzie Peerdeman ukazuje się obraz papieża oraz anglikańskiego biskupa, nad którego głową widnieje słowo „walka”. Jest to symbol niepokojący, zwłaszcza w świetle nauki Chrystusa, który wzywał do pokoju – szczególnie wśród swoich uczniów. Aby właściwie odczytać znaczenie tego orędzia, należy spojrzeć na nie całościowo: wszystkie przedstawione obrazy, choć różnorodne, tworzą jedną, wewnętrznie spójną treść.
Orędzie odnosi się zarówno do Kościoła katolickiego, jak i anglikańskiego, dlatego na początku warto zarysować krótko kontekst historyczny. Kościół anglikański oddzielił się od Kościoła katolickiego w XVI wieku w wyniku konfliktu między królem Henrykiem VIII a papieżem Klemensem VII. Do rozłamu doszło w latach 1532–1534, a jego symbolicznym momentem stał się Akt Supremacji z 1534 roku, w którym Henryk VIII ogłosił się „Najwyższą Głową Kościoła w Anglii”. Bezpośrednią przyczyną napięć była odmowa papieża dotycząca unieważnienia małżeństwa Henryka VIII z Katarzyną Aragońską – małżeństwa, w którym brak męskiego potomka interpretowano jako powód niełaski Bożej. Katarzyna urodziła sześcioro dzieci, jednak jedynie Maria Tudor przeżyła; pozostałe dzieci zmarły przy porodzie lub krótko po nim.
Po śmierci Henryka VIII Kościół anglikański stopniowo przyjmował coraz wyraźniej protestancki charakter, znosząc m.in. celibat duchownych oraz kult świętych.
W czasach, gdy Ida Peerdeman miała wizje Pani Wszystkich Narodów, głową Kościoła anglikańskiego był abp Geoffrey Francis Fisher. To właśnie on, jako pierwszy od czasów Henryka VIII, spotkał się z papieżem – wydarzenie to miało miejsce w 1960 roku. W świetle tego faktu orędzie z 1946 roku, ukazujące papieża i anglikańskiego biskupa, można odczytać jako wypełnienie się proroctwa zapowiadającego historyczne spotkanie, które po ponad czterech stuleciach otworzyło drogę dialogowi ekumenicznemu.
Choć abp Fisher nie dążył do zjednoczenia z Kościołem katolickim, pragnął, aby oba Kościoły „szły obok siebie”. Z czasem jednak można dostrzec narastające oddziaływanie nurtów anglikańskich na Kościół katolicki – a wśród nich zjawisko „pełzającej protestantyzacji”. Widoczne jest to m.in. w sposobie, w jaki postrzega się rolę Matki Bożej w planie Bożego zbawienia. Przykładem może być dokument Dykasterii Nauki Wiary Mater Populi Fidelis z 4 listopada 2024 r., podpisany przez kard. Víctora Manuela Fernándeza i zatwierdzony przez papieża Leona XIV. Dokument ten można interpretować jako ukłon w stronę środowisk protestanckich, stanowi wyraz ekumenizmu pojmowanego w sposób niewłaściwy. Warto przypomnieć, że protestanci odrzucają udział Maryi w dziele zbawienia.
Równocześnie coraz częściej pojawiają się głosy o możliwości odejścia Kościoła katolickiego od obowiązkowego celibatu – praktyki, która od dawna jest charakterystyczna dla Kościoła anglikańskiego.
Wszystkie te zjawiska prowadzą do niepokojącej refleksji: Kościół katolicki zaczyna w pewnych aspektach upodabniać się do Kościoła anglikańskiego, przejmując niektóre jego praktyki i formy myślenia. Zgodnie z orędziami Pani Wszystkich Narodów jest to tendencja niebezpieczna, przed którą zostajemy wyraźnie ostrzeżeni. W symbolice orędzia napis „walka”, umieszczony nad postacią biskupa anglikańskiego, oznacza nie tyle dialog, ile próbę narzucenia Kościołowi katolickiemu doktryn obcych – co, w świetle współczesnych wydarzeń, jawi się jako realne zagrożenie.
Następnie Ida Peerdeman widzi leżącą przed sobą Anglię jako kraj upadły, a Pani Wszystkich Narodów wskazuje, że walka ogarnie całą Europę i wyjdzie poza jej granice. To właśnie z Kościoła anglikańskiego ma wypłynąć fałszywa nauka — prosta i łatwa do przyjęcia, ponieważ jest bliska duchowi tego świata. W istocie nie jest to nawet nauka, lecz powrót do mentalności, która niczego od człowieka nie wymaga.
Pani Wszystkich Narodów zapowiada, że wszyscy katolicy odczują zmęczenie tą walką. Nie będzie to jednak walka mieczem, lecz duchowe zmaganie: trwanie w prawdzie, wierność czystej Ewangelii oraz opór wobec fałszywych nauk, które coraz odważniej przenikają nie tylko świat, ale również sam Kościół. Ta walka domaga się wierności autentycznemu nauczaniu Chrystusa — nawet wtedy, gdy oznacza to sprzeciw wobec presji współczesnego świata.
„Wtedy Pani mówi do mnie:
„Chodź!” – i wskazuje na moją rękę.
To jest tak, jakby był w niej położony krzyż. Pani pokazuje teraz, co muszę zrobić. Wodzę ręką, w której jest krzyż, ponad ziemią. Muszę go pokazywać. Wtedy Pani mówi do mnie:
„Tak, patrz na Krzyż”.
Czynię to i podczas gdy na niego patrzę, krzyż wysuwa się z mojej ręki, którą zaciskam w pięść. Także i na to muszę patrzeć. Wtedy Pani mówi:
„Patrz znowu na Krzyż”.
I krzyż leży ponownie w mojej ręce. Pani porusza ostrzegająco palcem i mówi:
„Ten Krzyż chcą zamienić na inne krzyże”.
Widzę teraz różne rzeczy, które wirują przed moimi oczami: komunizm i jakiś nowy prąd, który nadejdzie; kombinacja swastyki i komunizmu.”
Ida Peerdeman otrzymuje jednoznaczne polecenie: ma patrzeć na Krzyż i ukazywać go innym. Krzyż nie jest jedynie symbolem cierpienia; przede wszystkim jest znakiem zwycięstwa i pokoju, ponieważ widnieje na nim Wódz – Jezus Chrystus. To On ma przeprowadzić ludzkość przez nadchodzącą duchową i ideologiczną walkę, która ogarnie cały świat.
Tak jak Jozue, dowódca Izraela, który z pomocą Boga pokonał wrogów i poprowadził lud ku zwycięstwu, tak Chrystus – prawdziwy Wódz duchowy – ma poprowadzić świat do triumfu nad fałszywymi ideologiami i duchowym zamętem. Potwierdza to wcześniejsze orędzie, w którym Ida Peerdeman ujrzała ogromny Krzyż, u stóp którego padały wszelkie symbole zbrodniczych ideologii.
Ida Peerdeman musi patrzeć, jak Krzyż zostaje wysunięty z jej rąk — a gest ten ma głębokie znaczenie symboliczne. Gdy dłonie nie obejmują Krzyża, zaciskają się w pięść. Jest to znak zamiany prawa miłości i pokoju na prawo siły. Człowiek często zadaje cierpienie właśnie rękoma, jednak, gdy są one zajęte Krzyżem, nie mogą wyrządzić krzywdy bliźniemu, ponieważ Chrystus przynosi pokój i miłość.
Nie chodzi jednak jedynie o samo fizyczne trzymanie Krzyża. Istota orędzia wskazuje, że ręce mają być zajęte pracą dla Chrystusa — mają tworzyć dobro, budować pokój i służyć innym, zamiast stawać się narzędziem zła.
To samo dotyczy spojrzenia na Krzyż. Gdy nasze oczy są utkwione w Chrystusie, koncentrujemy się na Nim: dostrzegamy dobro zamiast zła, pokój zamiast gniewu. W takim stanie żadne zło nie może przeniknąć do naszego serca. Tam, gdzie zanika spojrzenie skierowane ku Chrystusowi, zanika również miłość i pokój — a ich miejsce szybko zajmują przemoc i gniew.
Pani Wszystkich Narodów ostrzega, że niektórzy próbują zastąpić prawdziwy Krzyż innymi „krzyżami” – symbolami ideologii, które niosą w sobie ducha komunizmu, nazizmu czy współczesnych form totalitaryzmu. W tym kontekście te „krzyże” oznaczają przewodnie nurty ideologiczne wywierające silny wpływ na świat. Choć często występują pod postacią „nowych wartości”, w istocie są skażone przemocą, manipulacją i zniewoleniem. Nie prowadzą do zbawienia, lecz do duchowego i moralnego zniewolenia człowieka. Takie systemy zawsze dążą do podporządkowania sobie ludzkiego serca – niszczą wolność, sumienie i prawdę.
Prawdziwy Krzyż Chrystusa nie zniewala, lecz wyzwala. Staje się źródłem wolności tylko wtedy, gdy człowiek nie odwraca od Niego wzroku i z pokorą pozwala prowadzić się Chrystusowi, który sam przeszedł drogę ofiary, aby ocalić świat i dać człowiekowi możliwość zbawienia. Każdy z nas musi złożyć podobną ofiarę, wystarczą drobne gesty.
„Pani mówi:
„Chrześcijanie będą zmęczeni walką”.
Ona akcentuje słowo „zmęczeni” i czuję, jak ogarnia mnie jakieś duchowe zmęczenie.
Pani wskazuje na coś przede mną i wtedy widzę piaszczystą powierzchnię, pustynię. Tam ustawiana jest ambona. Potem ambona znowu znika i przez jakąś chwilę ponownie widzę przed sobą pustynię. Słyszę głos wołający w jakimś obcym, z dawnych czasów pochodzącym, języku. To się powtarza przed moimi oczami kilkakrotnie i bardzo szybko.
Następnie Pani wskazuje mi znowu na coś. Widzę Watykan. Zdaje się, jakby się kręcił pośrodku świata. W Watykanie widzę papieża, z podniesioną głową i z dwoma podniesionymi palcami. Patrzy z powagą przed siebie. Biję się wtedy trzykrotnie w piersi.”
W powyższym obrazie ukazanym Idzie Peerdeman dostrzegamy zapowiedź duchowej walki, jaką będą musieli stoczyć chrześcijanie przeciw fałszywym nurtom ideologicznym, które są przeciwne Bogu i Kościołowi. To walka nie tylko o prawdę, ale także o sakramenty – o fundamenty życia duchowego, jakimi są spowiedź i chrzest święty.
Na pustyni pojawia się i znika ambona, z której dobiega głos – to wyraźne nawiązanie do św. Jana Chrzciciela, głosu wołającego na pustyni. Sam fakt, że ambona pojawia się i znika, symbolizuje duchowy chaos i próby wyciszenia głosu prawdy. Pokazuje to także, że głos wzywający do nawrócenia i pokuty będzie atakowany, a jego przekaz kwestionowany – co widzimy już dziś w próbach marginalizowania sakramentu pokuty i roli chrztu świętego.
W widzeniu papież – początkowo ulegający wpływom tak zwanego ekumenizmu wewnątrz różnych wyznań – w tym anglikańskim – nagle uświadamia sobie swój błąd. Wyrazem tego jest gest trzykrotnego uderzenia się w pierś, co symbolizuje skruchę. Niestety, duchowe spustoszenie będzie już wówczas znaczne, a Kościół zostanie otoczony ze wszystkich stron – nie tylko przez wrogów zewnętrznych, ale także przez napięcia wewnętrzne.
Nie wolno zapominać, że taki stan rzeczy jest skutkiem grzechu, zarówno na świecie, jak i w samym Kościele. Zgodnie z duchem biblijnym i przymierzem z góry Ebal (Pwt 27), nieposłuszeństwo ludu Bożego skutkuje przekleństwem, a wierność – błogosławieństwem. Gdyby lud Boży wytrwale trwał przy Bogu, Kościół cieszyłby się Jego ochroną i błogosławieństwem. Niestety, niewierność oraz kompromisy zawierane z duchem tego świata otwierają drzwi duchowym atakom. Widzimy więc, że Ziemia Święta, Kościół i wspólnota, którą Chrystus niegdyś zdobył dla Boga, ponownie popadają w grzech — a narastające ataki na katolików stają się tego bolesnym znakiem.
„Potem widzę naraz kogoś na koniu w zbroi. Gdy pytam, kto to jest, otrzymuję odpowiedź:
„Joanna d’Arc”.
Nagle widzę, jak za nią powstaje wielka katedra. Pytam, co to za kościół i słyszę wewnętrznie:
„To jest katedra w Reims”.
Następnie widzę orszak ludzi, który porusza się w kierunku kościoła. To jest orszak z dawnych czasów, z kimś na koniu. On niesie tarczę i miecz; otoczony jest przez giermków. Słyszę:
„Bourbon!”.
Odczuwam: to jest na później.”
Chrystus w swoich naukach często posługuje się obrazami ze świata widzialnego, by ukazać jakieś sprawy Nieba. Podobnie jest z orędziami Pani Wszystkich Narodów – odwołują się one do historii, symboli i analogii, które mają na celu pomóc lepiej zrozumieć duchową rzeczywistość oraz Boży zamysł wobec świata.
W omawianym orędziu sytuacja w Kościele zostaje przyrównana do czasów Joanny d’Arc – postaci historycznej, która w średniowieczu odegrała istotną rolę zarówno duchową, jak i polityczną dla Francji. Aby w pełni zrozumieć tę analogię, najpierw trzeba przybliżyć kontekst historyczny.
W tamtych czasach Francja i Anglia prowadziły wojnę stuletnią (1337–1453), w trakcie której Anglicy zdobywali kolejne terytoria północnej Francji. W 1428 r. Anglicy rozpoczęli oblężenie Orleanu, strategicznie położonego miasta nad Loarą. Upadek Orleanu mógł otworzyć drogę Anglikom na południe Francji i poważnie zagrozić niepodległości całego kraju.
W tym krytycznym momencie pojawiła się Joanna d’Arc. Kobieta pełna wiary i odwagi zmobilizowała Francuzów do walki, a stojąc na czele armii, przyczyniła się do przełamania oblężenia Orleanu w 1429 r. Jej działania podniosły morale Francuzów i otworzyły drogę do kolejnych sukcesów militarnych, które ostatecznie umożliwiły koronację Karola VII w Reims i odrodzenie francuskiej suwerenności. Choć wojna stuletnia trwała jeszcze wiele lat, rola Joanny d’Arc była kluczowa w odwróceniu losów konfliktu i wzmocnieniu ducha narodu.
Wracając do kontekstu całego orędzia, widzimy, że Kościół katolicki symbolizuje tutaj Francję, którą próbuje zdominować Kościół anglikański – symbolizujący Anglię – dążący do narzucenia swoich praw i panowania. Kościół katolicki jest także symbolem Ziemi Świętej, a oblężony Orlean staje się odpowiednikiem Jerycha, kluczowego miasta na drodze Izraelitów do opanowania Kanaanu. W przypadku Orleanu jednak sytuacja jest odwrotna: zło, wcześniej wyparte, powraca, zagrażając Kościołowi i wspólnocie.
Orędzia Pani Wszystkich Narodów nawołują do ponownego postawienia Krzyża w centrum świata, który ponownie został zdominowany przez grzech i fałszywe bóstwa. W czasach Izraelitów zadanie to wypełnił Jozue, prowadząc lud Boży do zwycięstwa nad wrogami. Później Chrystus, na fundamencie którego powstał nowy Kościół i lud Boży. Jezus nie walczył jednak mieczem, ale uświadamiał ludzi swoją nauką niosącą pokój, miłość i miłosierdzie. Chrystus pokazał nam, że zło należy wypierać z serca człowieka słowem, a nie mieczem.
W dzisiejszych czasach, w obliczu przenikania do Kościoła katolickiego fałszywych doktryn Kościoła anglikańskiego, na czele duchowych „wojsk” stoi Ida Peerdeman. Podobnie jak Joanna d’Arc, ma ona oczyścić Kościół katolicki dla Boga. Przypomnijmy, że Joanna d’Arc otrzymywała wizje św. Michała, który instruował ją, co ma robić – analogicznie do Jozuego, któremu objawił się Anioł Boży. W przypadku Idy Peerdeman to Pani Wszystkich Narodów, wcielenie Ducha Świętego, wskazuje, co jest dobre, a co złe i na co ludzie powinni zwracać uwagę.
Pani zapowiada nadchodzącą wojnę duchową, która ogarnie cały świat, a także Kościół katolicki, atakowany ze wszystkich stron – również przez inne wyznania chrześcijańskie, które w praktyce oddaliły się od nauki Chrystusa.
Warto również dostrzec analogiczne podobieństwa między Joanną d’Arc a Idą Peerdeman. Joanna d’Arc, znana jako Dziewica Orleańska, była osobą, której dziewictwo zostało potwierdzone przez specjalną komisję kościelną. Nigdy nie miała męża ani dzieci, a całe swoje życie oddała sprawie, w której – jak wierzyła – prowadził ją Bóg. Podobnie Ida Peerdeman nie założyła rodziny, a swoją drogę życiową skoncentrowała na służbie Bogu poprzez misję związaną z orędziami Pani Wszystkich Narodów.
Analogicznie, motyw „wojny stuletniej” jeszcze wyraźniej wpisuje się w duchowy kontekst relacji między Kościołem katolickim a Kościołem anglikańskim. W czasach Joanny d’Arc Francja znajdowała się pod jurysdykcją papieża i stanowiła integralną część Kościoła katolickiego. Pani Wszystkich Narodów, posługując się tym historycznym obrazem, wskazuje na zagrożenia wynikające z takiego dialogu ekumenicznego, który może – zamiast budować jedność – osłabiać wspólnotę Kościoła katolickiego oraz rozmywać jego tożsamość.
Z perspektywy czasu wiele z tych ostrzeżeń zdaje się wypełniać. W Kościele katolickim obserwuje się procesy prowadzące do osłabienia tradycyjnego rozumienia urzędu papieskiego, coraz silniejsze wpływy nurtów protestanckich, postulaty zniesienia celibatu oraz tendencje do pomniejszania znaczenia sakramentów świętych, zwłaszcza Eucharystii.
Podobnie jak Joanna d’Arc, Ida Peerdeman zostaje wezwana do działania na rzecz ustanowienia jedynego, prawowitego Króla świata – do ponownego postawienia Krzyża i Chrystusa w centrum ludzkości.
Przypomnijmy, że misją Joanny d’Arc było zjednoczenie Francji poprzez doprowadzenie do koronacji króla Karola VII w katedrze w Reims, miejscu tradycyjnej koronacji wszystkich francuskich monarchów. To właśnie koronacja w Reims podniosła morale narodu i przywróciła mu poczucie tożsamości, co ostatecznie umożliwiło wyparcie wroga z terytorium Francji.
W kontekście objawień Idy Peerdeman, Świątynia Pani Wszystkich Narodów – o której budowę prosi Maryja – symbolicznie odpowiada katedrze w Reims. To w niej ma dokonać się duchowa koronacja jedynego prawowitego Króla, który ma zjednoczyć i pojednać wszystkie narody świata.
Pani Wszystkich Narodów wyraźnie ukazuje pragnienie zjednoczenia ludzkości w jednej wspólnocie duchowej, opartej na pokoju, szacunku i jedności. Warto zauważyć, że w Ewangelii Chrystus wysyła 72 uczniów, aby głosili Dobrą Nowinę. Liczba ta nie jest przypadkowa – w starożytności uważano, że świat składa się właśnie z 72 narodów. Tym samym Jezus posyła swoich uczniów do całej ludzkości, a Maryja jako Matka Zbawiciela, pragnie być nazywana Panią Wszystkich Narodów.
W widzeniu Ida Peerdeman widzi króla Karola VII zmierzającego wraz ze swymi giermkami do katedry w Reims. W objawieniach Pani Wszystkich Narodów pojawia się natomiast obraz procesji ludzi podążających za kapłanem niosącym Eucharystię, zmierzających do wskazanego przez Maryję miejsca budowy Świątyni Pani Wszystkich Narodów. Scena ta nawiązuje zarówno do procesji „Mirakel”, o której wcześniej wspominaliśmy, jak i do uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, kiedy to Jezus objął swoje duchowe panowanie nad światem.
Królowanie Chrystusa nie ma charakteru politycznego, lecz duchowy. To On ma przeprowadzić świat przez współczesny zamęt ideologiczny i moralny, wyzwalając ludzkość spod wpływu grzechu i fałszu. Jezus jako Wódz – na wzór Jozuego – prowadzi swój lud do zwycięstwa w duchowej walce dobra ze złem.
W tym symbolicznym obrazie historia i przesłanie duchowe splatają się ze sobą, ukazując sens misji Idy Peerdeman oraz jej rolę jako narzędzia w rękach Pani Wszystkich Narodów – tak jak Joanna d’Arc była narzędziem w rękach Boga dla swojego czasu i swojego narodu.
W orędziu pojawia się również wzmianka o rodzie Bourbonów, dlatego warto przypomnieć, kim byli. Za czasów króla Karola VII (pan. 1422–1461) Burbonowie stanowili jeden z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych rodów arystokratycznych we Francji. Wywodzili się z bocznej linii Kapetyngów i choć jeszcze nie obejmowali tronu — królowie z tej dynastii pojawili się dopiero w 1589 roku — już w XV wieku odgrywali istotną rolę polityczną, wojskową i terytorialną.
Najważniejszym przedstawicielem rodu w czasach Karola VII był Jean II de Bourbon (Jan II Burbon), książę Burbonii w latach 1410–1488. Był bliskim krewnym króla i jego zaufanym sojusznikiem podczas wojny stuletniej. Sytuacja uległa zmianie, gdy Karol VII, obejmując faktyczne rządy, dążył do centralizacji władzy i ograniczenia autonomii wielkich rodów posiadających własne ziemie i wojska. Jan II de Bourbon nie chciał zrzec się swoich przywilejów i ostatecznie zbuntował się przeciw królowi, wchodząc w układy z Burgundczykami, którzy, choć byli Francuzami, w tym czasie opowiedzieli się po stronie Anglii.
W wizji pojawia się nazwa rodu Bourbonów wraz ze stwierdzeniem, że „to jest na później”. Analizując historyczne wydarzenia między Karolem VII a Burbonami, można dostrzec symboliczny motyw zdrady w łonie własnego narodu. W kontekście Objawień Pani Wszystkich Narodów może to być odczytane jako zapowiedź zdrady Chrystusa i Pani Wszystkich Narodów przez niektórych hierarchów Kościoła katolickiego.
Podobna symbolika pojawia się w historii Joanny d’Arc. To francuski biskup Pierre Cauchon skazał ją na śmierć przez spalenie na stosie, kierując się motywacjami politycznymi i ambicjonalnymi na korzyść Anglii. Chciał utrzymać władzę nad diecezją Beauvais, dlatego zapewne realizował interesy anglików. Analogicznie – jak sugeruje orędzie – również Chrystus i Pani Wszystkich Narodów mogą zostać zdradzeni przez część hierarchów Kościoła katolickiego.
W tym świetle warto przyjrzeć się temu, który z wyższych duchownych wykazywał szczególną otwartość wobec Kościoła anglikańskiego, a równocześnie był przeciwny objawieniom Pani Wszystkich Narodów. Okazuje się, że to właśnie papież Paweł VI, o którym wspomniano wcześniej, jako pierwszy papież od czasu rozłamu spotkał się oficjalnie z biskupem anglikańskim. Co więcej, aktywnie wspierał dialog ekumeniczny z Kościołem anglikańskim i w tej kwestii wyróżniał się na tle swoich poprzedników.
Jednocześnie Paweł VI sprzeciwiał się uznaniu objawień Pani Wszystkich Narodów. Potwierdził opinię non constat de supernaturalitate wydaną przez biskupa Huibersa oraz Kongregację Nauki Wiary. Już w latach 60. powtarzał, że Kościół nie uznaje tych objawień za nadprzyrodzone. W tym sensie można powiedzieć, że papież Paweł VI niejako „uśmiercił” Idę Peerdeman i przesłanie Pani Wszystkich Narodów, podobnie jak biskup Pierre Cauchon doprowadził do zgładzenia Joanny d’Arc.
Kolejną kwestią, o której warto wspomnieć, jest to, dlaczego Pani Wszystkich Narodów tak bardzo nalegała, aby to właśnie dominikanie zajmowali się Obrazem Pani Wszystkich Narodów oraz jej orędziami.
Okazuje się, że Dominikanie byli obecni zarówno przy skazaniu Joanny d’Arc — uczestnicząc w komisji, która ją potępiła — jak i przy jej śmierci, towarzysząc jej w ostatnich chwilach. Przypomnijmy, że to Rzymianie skazali Chrystusa na śmierć, a później przejęli odpowiedzialność za Kościół katolicki, którego stolicą jest Watykan, leżący w Rzymie. Skoro dominikanie uczestniczyli w skazaniu Joanny d’Arc, ich powinnością było teraz przejęcie pieczy nad nią po jej śmierci. I jak widzimy, choć Joannę pierwotnie potępiono jako heretyczkę, później, dzięki pracy duchownych, została pośmiertnie oczyszczona z wszelkich zarzutów.
Podążając dalej tym tropem, dochodzimy do postaci Idy Peerdeman. Jej duchowym przewodnikiem był dominikanin o. Frehe, który towarzyszył jej i wspierał w trakcie objawień Pani Wszystkich Narodów. W późniejszym okresie odsunął się jednak od niej. Podobnie było z Joanną d’Arc, która najpierw była wspierana przez kapłanów, a później przez nich opuszczona, a nawet skazana na śmierć.
W tym świetle odwrócenie się o. Frehe od Idy Peerdeman można odczytać jako symboliczne przypomnienie wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat — gdy również od Chrystusa odsunęli się apostołowie, a jeden z jego uczniów, Judasz, wydał Go za srebrniki.
W kontekście Joanny d’Arc także omawiane wcześniej widzenie Idy Peerdeman nabiera głębszego znaczenia. W tamtym obrazie Ida zauważyła, że Krzyż został wysunięty z jej dłoni, a ręka zacisnęła się w pięść. Gdy ponownie spojrzała na swoją dłoń, krzyż znów się w niej pojawił. Aby właściwie odczytać tę symbolikę, warto przypomnieć szczegóły związane ze śmiercią Joanny d’Arc.
Kiedy Joanna była prowadzona na stos, poprosiła, aby pozwolono jej trzymać w ręku krzyż. Jeden z angielskich żołnierzy naprędce wykonał go z dwóch patyków i wręczył jej. Podczas przywiązywania do pala Krzyż odebrano jej, a dłonie mocno związano, przez co ułożyły się w formie zaciśniętych pięści. Wówczas Joanna poprosiła jednego z dominikańskich kapłanów, by przyniósł jej krucyfiks, na który mogłaby patrzeć aż do śmierci. Prośba została spełniona: krzyż ustawiono tuż przed nią.
To zestawienie ukazuje, jak wielowymiarowe są obrazy, które widziała Ida Peerdeman, i jak łączą się w jedną, symboliczną całość. Motyw Krzyża utraconego, dłoni zaciśniętej w pięść oraz krzyża odzyskanego ma swoje historyczne odbicie w ostatnich chwilach Joanny d’Arc. Jednocześnie zawiera duchowe przesłanie: ci, którzy wytrwają przy Krzyżu do końca, będą żyć w świecie przyszłym.
Gdy spojrzymy na wizerunek Pani Wszystkich Narodów w świetle tego konkretnego orędzia, dostrzegamy Ją stojącą na tle drewnianego pala, który — dzięki poprzecznej belce — przybiera formę krzyża. Pani ukazana jest jako postać duchowa, z rękami wolnymi od jakichkolwiek więzów. Za Nią rozlewa się światło przypominające ogień, który towarzyszył męczeństwu Joanny d’Arc. Warto również zauważyć, że na wizerunku Pani Wszystkich Narodów Jej wygląd wydaje się odpowiadać wiekowi Joanny d’Arc w chwili męczeństwa, czyli około 19 lat.
Obraz ten ma głęboko symboliczny wymiar. Pani wskazuje, że aby mieć życie wieczne, człowiek musi „płonąć” w ogniu Ducha Świętego — ogniu, który nie spala, ale oczyszcza, przemienia i uświęca.
Warto przypomnieć, że Joanna d’Arc została pośmiertnie kanonizowana jako święta Kościoła katolickiego. W tradycji hagiograficznej istnieje zasada, według której atrybutem świętego staje się to, za sprawą czego poniósł śmierć męczeńską. I tak, na przykład, św. Bartłomiej, który — zgodnie z tradycją — został żywcem odarty ze skóry, przedstawiany jest na ikonach z trzymaną w rękach skórą oraz z nożem do skórowania.
Z tego samego powodu atrybutem św. Joanny d’Arc jest ogień — żywioł, w którym zakończyła swoją ziemską drogę. Kiedy patrzymy na wizerunek Pani Wszystkich Narodów, widzimy, że z Jej rąk wychodzą wiązki światła przypominające ogień. Nie jest to jednak ogień zniszczenia tak jak już powiedzieliśmy, lecz ogień, który daje łaski i życie — ogień Ducha Świętego.
Tak jak ogień jest atrybutem męczeństwa Joanny d’Arc, tak w przypadku Pani Wszystkich Narodów dostrzegamy, że ogień Ducha Świętego jest Jej własnym atrybutem. To z Jej rąk wychodzą wiązki światła łask, którymi dzieli się z ludźmi. Nie jest to ogień, który spala, lecz taki, który oświeca drogę do Boga, ukazując różnicę między dobrem a złem. W tym świetle Ida Peerdeman odzwierciedla postać giermka, którego Joanna posiadała. Jednak w szerszym ujęciu objawień Ida Peerdeman ma pełnić rolę nowej Joanny d’Arc, dzięki której Chrystus — jedyny prawdziwy Król — stanie w centrum świata, a Jego koronacja ma nastąpić w Świątyni Pani Wszystkich Narodów nawiązującej symbolicznie do katedry w Reims. W tym ujęciu Aniołem Bożym jest Pani Wszystkich Narodów, dającym wskazówki Idzie Peerdeman, na wzór Jozuego i Anioła, który mu się objawił tuż przed walką skierowaną ku wyparciu zła z Ziemi Świętej.
„Następnie muszę patrzeć w swoje ręce. Przedstawiam sobą całą ludzkość. „One są puste” – mówię do Pani. Ona patrzy na nie i podczas gdy ja podnoszę wzrok na Nią, muszę je złożyć. Pani uśmiecha się do mnie i wydaje mi się, jakby zeszła stopień niżej. Ona mówi:
„Chodź!”.
Teraz dzieje się tak, jakbym szła z Panią ponad światem. Nagle odczuwam straszne zmęczenie. Mówię do Pani: „Jestem zmęczona, tak bardzo zmęczona”. Czuję to w całym ciele. Ale Pani prowadzi mnie ciągle dalej.
Wtedy spoglądam przed siebie i widzę wypisane bardzo dużymi literami słowo PRAWDA. Odczytuję je głośno i podążamy znowu dalej. Pani potrząsa głową. Wygląda przy tym bardzo poważnie i smutno, pyta mnie:
„Widzisz Miłość bliźniego?”.
Patrzę ponownie na swoje ręce i odpowiadam: „Te ręce są puste”. Ona bierze mnie znowu za rękę i podążamy dalej. Podczas gdy widzę przed sobą niekończącą się pustkę, słyszę Panią jak pyta:
„Prawość, Sprawiedliwość, gdzie jest to wszystko?.”
Gdy Ida Peerdeman spogląda na swoje dłonie – symbolizujące całą ludzkość – dostrzega pustkę. To niezwykle wymowny obraz, w pełni zgodny z przesłaniem orędzi Pani Wszystkich Narodów. Puste dłonie wskazują na duchową obojętność człowieka: nikt nie chce iść za Jezusem, nikt nie podejmuje trudu przemiany świata ani misji wyprowadzania go z ciemności grzechu. Nikt nie trzyma w rękach Krzyża, czyli nie angażuje się w odpowiedzialność za dobro. To symbol samotności Chrystusa, który czeka, aż pojawią się ludzie gotowi wziąć z Nim Krzyż i podjąć wysiłek czynienia tego świata miejscem dobrym.
W chwili, gdy Ida widzi pustkę w swoich dłoniach – znak ludzkiej bezsilności – ogarnia ją przemożna potrzeba modlitwy. W tym wewnętrznym odruchu składa swoje dłonie, powierzając Bogu to, czego człowiek sam udźwignąć nie potrafi.
Na ten gest Pani Wszystkich Narodów reaguje natychmiast: schodzi o jeden stopień niżej, zbliżając się do człowieka. To czytelny znak, że szczera, płynąca z serca modlitwa sprowadza na ziemię Bożą pomoc i obecność. To Duch Święty za sprawą Pani Wszystkich Narodów ma pomóc człowiekowi odróżnić dobro od zła.
Pani Wszystkich Narodów ukazuje również, jak trudna jest przemiana świata. Wiąże się ona z wysiłkiem, wyrzeczeniem i uczuciami, które są związane z duchową walką: zmęczeniem, znużeniem, fizycznym bólem, strachem czy zwątpieniem. Ida doświadcza ich podczas widzeń, a poprzez jej doświadczenie zostaje ukazane, że dobro w tym świecie nie rodzi się łatwo. Każdy czyn dobry pozostawia w człowieku zarówno umocnienie w dobru, jak i ślad negatywnych uczuć, dzięki którym człowiek uczy się odróżnić dobro od zła.
Jeśli ktoś nigdy nie zaznał trudów, bólu ani nie musiał niczego sobie odmówić, nie wie, czym naprawdę jest dobro. Dlatego jedną z ludzkich powinności staje się – paradoksalnie – zdobywanie doświadczeń związanych z negatywnymi uczuciami. To one pozwalają nie tylko umocnić się w czynieniu dobra, lecz także stanowią dla nas naukę rozróżniania dobra od zła.
W Księdze Rodzaju czytamy, że człowiek „w pocie czoła będzie zdobywać swój chleb” – a chleb jest symbolem dobra. To oznacza, że droga powrotu do Królestwa Niebieskiego wiedzie przez wysiłek, przez zmaganie się z trudem, przez doświadczenie negatywnych uczuć. Te uczucia mogą zostać zapisane w duszy dwojako: albo dobrowolnie – poprzez ofiarę, pracę nad sobą i podejmowanie dobra, albo przymusowo – przez cierpienie i walkę narzucone przez okoliczności. Gdy jednak człowiek dochodzi do dobra dobrowolnie, jego dusza umacnia się w dobru, przy jednoczesnej nauce o złu.
Na końcu widzenia Pani Wszystkich Narodów ponownie ukazuje Idzie jej puste dłonie – symbol całej ludzkości. To obraz świata, w którym nikt nie podejmuje wysiłku walki o dobro, które Pani określa jako miłość bliźniego, prawość i sprawiedliwość. Kto jednak zdecyduje się walczyć o te wartości, ten nieuchronnie pozna negatywne uczucia – bo są one wpisane w samą strukturę czynienia dobra na ziemi.
Warto przypomnieć historię z Ewangelii o kobiecie i bogatym człowieku, którzy składali ofiary w świątyni. Biedna kobieta ofiarowała wszystko, co posiadała, podczas gdy bogaty dawał jedynie z nadmiaru swoich dóbr. Choć jej dar był skromniejszy materialnie, kobieta odczuła negatywne skutki — zapewne cierpiała z powodu niedostatku, a może nawet głodu. Bogaty natomiast nie doświadczył żadnych trudności. W ten sposób widzimy, że kobieta umocniła swoją duszę w czynieniu dobra i wyniosła z tego wydarzenia naukę, podczas gdy bogaty, choć hojny, nie wzmocnił duchowo swojej duszy ani nie wyniósł żadnej lekcji z tej ofiary.
Historia ta nie oznacza, że człowiek ma iść do Kościoła i oddać wszystko, co posiada, ale wyjaśnia zasady rządzące niebem. W tym złym świecie, jeśli ktoś nie doświadcza żadnego cierpienia z powodu czynienia dobra, tak naprawdę nie czyni prawdziwego dobra. Najlepszym przykładem jest Chrystus, który cierpiał i umarł na Krzyżu z powodu dobra.
Puste dłonie oraz brak modlitwy oznaczają również ostrzeżenie: zbliża się moment, w którym uczucia potrzebne duszy mogą być zdobywane nie poprzez dobrowolne czyny miłości, lecz przez przymus, ból i cierpienie spowodowane wojnami czy katastrofami. W takiej sytuacji ludzkość nie umacnia się w dobru, lecz jedynie doświadcza zła na własnym ciele, które sama na siebie sprowadziła. A to nie jest droga, jakiej pragnie Bóg.
„Wtedy widzę Krzyż ponownie stojący pośrodku świata. Pani wskazuje na Niego. Muszę Go przyjąć, ale odwracam głowę. To jest tak, jakbym była całą ludzkością i jakbym odrzucała Krzyż od siebie.
„Nie”- mówi Pani – „musi być przyjęty i postawiony pośrodku. Będzie pewna grupa ludzi, która będzie walczyć, walczyć o to i ja ich tam doprowadzę”.
Podczas gdy Ona to mówi, dostaję tak strasznych bólów w całym ciele, że jęcząc mówię: „Och, jak to bardzo boli!”.
Potem słyszę głośno wołający głos:
„Jerycho!”.
Pani jest znowu na swoim miejscu, w górze. Patrzy w dół, spogląda na mnie i mówi:
„To, co tobie powiedziałam, musi być wykonane. Wcześniej nie będzie Pokoju.”
Nikt nie chce przyjąć Krzyża, ponieważ z pozoru jest on nieatrakcyjny – kojarzy się z bólem, poświęceniem i wyczerpaniem. Współczesny człowiek pragnie „dobrze żyć”, skupiając się na komforcie, nie zwracając uwagi na otaczający go świat ani na fakt, że świat ten jest głęboko naznaczony złem. Jednak taka postawa prowadzi donikąd – jeśli zło zostanie zignorowane, z czasem rozprzestrzeni się tak bardzo, że dotknie każdego osobiście. Wtedy człowiek nauczy się czym jest zło czy tego chce czy nie.
Ten nieatrakcyjny obraz Krzyża można odczytać w świetle przypowieści Jotama (por. Sdz 9,7-15), w której to właśnie krzew cierniowy zostaje wybrany na króla. Wszystkie inne drzewa – oliwka, figa, winorośl – odrzucają królewską godność. Jedynie cierń ją przyjmuje. Nikt nie chce patrzeć na ciernie, bo już sam ich widok wywołuje ból. A jednak to właśnie w cierniu – w wyrzeczeniu, ofierze i bólu – zawiera się prawdziwa siła przemiany świata, który sam się nie odmieni. Są to uczucia konieczne do przemiany świata.
Następnie Ida Peerdeman słyszy słowo: „Jerycho”. Jest to wyraźne nawiązanie do wydarzeń opisanych w Księdze Jozuego – do miasta na Ziemi Świętej, które jako jedno z pierwszych miało zostać oczyszczone ze zła. Mury Jerycha nie runęły jednak dzięki ludzkiej sile, strategii czy sprytowi, lecz wyłącznie mocą Boga i posłuszeństwu Jego nakazom. Przez sześć dni Izraelici obchodzili miasto raz dziennie, niosąc Arkę Przymierza i trąbiąc na rogach. Siódmego dnia okrążyli je siedem razy, a na dźwięk trąb i potężny okrzyk ludu – mury runęły.
W tym kontekście „Jerycho” staje się obrazem Kościoła katolickiego, do którego wdarło się zło poprzez błędne nauki, m.in. obecne w Kościele anglikańskim. Wcześniej pojawiła się symbolika wojny stuletniej, w której Anglia okupowała ziemie Francji, a dopiero interwencja Boga – dokonana poprzez Joannę d’Arc – oczyściła te tereny, przywracając je ponownie Bogu. Podobny proces ma dokonać się w Kościele katolickim: tam również potrzebne jest oczyszczenie między innymi z nauk, które nie prowadzą do prawdy i ponowne oddanie go Bogu.
Właśnie dlatego Bóg daje światu Panią Wszystkich Narodów – Tę, która pomaga odróżniać dobro od zła i wskazuje, jak oczyścić Kościół, aby mógł stać się prawdziwą drogą prowadzącą świat ku światłu i Bogu. Kościół katolicki jawi się tutaj jako „Jerycho” stojące na drodze do oczyszczenia całej ziemi. To przez Kościół działa Bóg, który stanowi Jego narzędzie w oczyszczeniu świata z grzechu, dlatego podstawą jest, by Kościół rzeczywiście pełnił Wolę Bożą.
W świetle orędzi przesłanie jest jasne: jeśli Krzyż zostanie ponownie postawiony pośrodku świata, a ludzie będą na niego patrzeć, nieść go i pozwolą się prowadzić Chrystusowi, wówczas umocnią swoje dusze w czynieniu dobra, a jednocześnie nauczą się czym jest zło. W doczesności czynienie dobra zawsze łączy się z doświadczeniem negatywnych uczuć: trudu, wyrzeczenia, zmęczenia czy bólu tak fizycznego jak i duchowego.
Dopóki ludzie odrzucają Krzyż i nie zwracają się ku Chrystusowi, nie nastanie prawdziwy pokój. Wówczas bowiem człowiek będzie doświadczał negatywnych uczuć nie z powodu starania się o dobro, lecz poprzez niepokój, wojny, konflikty i katastrofy – czyli cierpienia, które sam na siebie sprowadza.
Pustka, duchowe spustoszenie i podziały będą trwały tak długo, aż świat zrozumie, że Krzyż – choć związany z cierpieniem – jest jedyną drogą do pokoju, który nie rodzi się z ludzkiej siły, ale pochodzi od Boga. Podstawą na tej drodze jest dać się ukrzyżować przed czynieniem zła, czyli zaparcie się siebie i podążanie za Chrystusem.
W orędziach Pani Wszystkich Narodów Krzyż zyskuje także wymiar symboliczny jako Drzewo Życia. Jest to czytelna analogia, ponieważ Drzewem Życia jest Maryja, a jej owocem – Jezus Chrystus. Dlatego w wielu objawieniach Matka Boża ukazywana jest z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Nie jest to jedynie gest matczynej czułości, ale obraz Drzewa Życia znajdującego się pośrodku Raju.
W tym kontekście mury Jerycha ukazują symboliczny charakter cherubów. Skoro wysokie mury Jerycha już runęły i nie mogą być odbudowane, człowiek może podejść i dotknąć zarówno Drzewa, jak i Owocu Życia. Wystarczy przejść po ich „gruzach”.
W ósmym orędziu Pani Wszystkich Narodów ukazuje się siedząca na tronie, trzymając na rękach Dzieciątko Jezus – żywy Owoc Drzewa Życia. U Jej stóp leży Lew z aureolą, co w symboliczny sposób nawiązuje do obalonych murów Jerycha. Każdy, kto tego pragnie, może dojść do Owocu Życia, ale najpierw musi zbliżyć się do samego Drzewa Życia. Przypomnijmy, że Kościół anglikański jest protestancki i z założenia nie uznaje roli Matki Bożej w Bożym planie zbawienia. A skoro nie uznaje Maryi, nie jest w stanie dojść do Owocu Życia. W tym stwierdzeniu kryje się prawda o współodkupicielstwie Maryi jako Pani Wszystkich Narodów.
„Następnie znowu widzę przed sobą papieża i liczne zgromadzenie duchownych i innych mężczyzn wokół niego. „Jakby byli na konferencji” – mówię. Dyskutuje się burzliwie. Niekiedy wydaje się, jakby byli rozgniewani. Pani mówi:
„To jest walka duchowa, która przechodzi ponad światem. Ta jest jeszcze gorsza aniżeli ta inna i świat jest podkopywany”.
Jest tak, jakbym szła ponad ziemią i jakbym wgrzebywała się w ziemię, jakbym się coraz głębiej w nią wkopywała. Przechodzę poprzez różnego rodzaju korytarze. Wtedy to nagle ustaje i naraz słyszę:
„Jestem tutaj”.
Wtedy słyszę Głos, który mówi:
„Ego Sum”.
I wtedy mówię cicho: „Jaki świat jest mały.” Potem, wskazując palcem, Pani mówi:
„Idź i rozpowszechniaj!”.
I naraz wszystko znika.”
Pani Wszystkich Narodów wielokrotnie ostrzegała przed próbami zastąpienia prawdziwego Krzyża „innymi krzyżami” – ideologiami pozbawionymi Jezusa i Boga. Są to fałszywe systemy myślenia, które obiecują pokój i dobrobyt, lecz nie prowadzą do prawdziwego pokoju, ponieważ odrzucają źródło życia – Boga. Każda ideologia odcinająca się od Boga prowadzi ostatecznie do przemocy, duchowego zniewolenia i chaosu moralnego.
Naciski na Kościół i jego najwyższego Pasterza – papieża – będą pojawiać się z każdej strony. Będą to nie tylko siły zewnętrzne, lecz także wewnętrzne, działające z wnętrza samego Kościoła. Fałszywy ekumenizm, czyli dialog z wyznaniami, które w istocie odeszły od Chrystusa, prowadzi do złamania Przymierza z Bogiem. W orędziu widzimy papieża otoczonego przez duchownych realizujących własne interesy, niemające nic wspólnego z Chrystusem. To oni wprowadzają niepokój sprzeczny z nauczaniem Chrystusa. Nie da się rozmawiać z wszystkimi i zadowolić każdego – jedynym lekarstwem jest powrót do Chrystusa i podążanie za Nim.
To właśnie stanowi największe niebezpieczeństwo: ideologie sprzeczne z Ewangelią mogą wkradać się do Kościoła w sposób niemal niezauważalny, pod pozorem dobra, fałszując prawdę objawioną i podkopując fundamenty wiary. W obrazie orędzia widzimy, że Kościół katolicki jest podkopywany, choć ludzie często nie zdają sobie z tego sprawy. Wszystko dzieje się w ukryciu, lecz przed Bogiem nie istnieje nic, co nie mogłoby zostać ujawnione. Dlatego Pani Wszystkich Narodów wskazuje nam te zagrożenia, których człowiek sam nie potrafi dostrzec.
Pani Wszystkich Narodów powierza Idzie Peerdeman misję głoszenia orędzi mających uświadomić ludzkości o niebezpieczeństwach czyhających zarówno na człowieka, jak i na Kościół katolicki. Obnażenie tych niewidocznych procesów – cichego podkopywania prawdy – jest kluczowe dla zbawienia człowieka.
