Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie

Wszystkie objawienia maryjne niosą w sobie głębokie przesłanie skierowane do człowieka. Jednak odczytanie tego przesłania bez znajomości Starego Testamentu okazuje się niemożliwe. W ten sposób Matka Boża zachęca nas do zgłębiania całego Pisma Świętego, nie tylko Nowego Testamentu, ponieważ Duch Boży obecny jest w każdym Słowie zawartym w Biblii. Nieznajomość Starego Testamentu jest jedną z głównych przyczyn, dla których niemal wszystkie objawienia maryjne pozostają do dziś niezrozumiane. Warto w tym miejscu podkreślić, że jeśli treść objawień wydaje się komuś przyziemna lub zbyt prosta, to mamy do czynienia jedynie z pozorem, a objawienia te nie zostały po prostu właściwie odczytane. Przebieg oraz treść wszystkich objawień jest tak skonstruowana, aby wyzwolić w umyśle człowieka głębsze procesy myślowe, po to, by Duch Boży mógł zakorzenić się głęboko w ludzkim umyśle. Ich interpretacja nie może być więc łatwa ani powierzchowna. Podobną funkcję pełnią przypowieści Jezusa — ich struktura służy nie tylko przekazaniu nauki, lecz także zakorzenieniu Słowa Bożego w sercach i umysłach słuchaczy. Objawienia w Gietrzwałdzie są przykładem przesłania wymagającego szczególnego wprowadzenia i duchowego zaangażowania. Aby je właściwie zinterpretować, należy w pierwszej kolejności poszukiwać punktów wspólnych z Pismem Świętym oraz zestawiać je z innymi objawieniami, które – choć pozornie odrębne – w istocie tworzą spójną całość. Wspólne cechy objawień maryjnych i Pisma Świętego nie są łatwo dostrzegalne. Ich ukryty charakter stanowi jednak mocny argument przemawiający za ich autentycznością. Warto zauważyć, że wizjonerami najczęściej są dzieci – osoby, które nie posiadają jeszcze rozwiniętej wiedzy biblijnej ani umiejętności analitycznego myślenia, niezbędnych do tworzenia tak złożonych przekazów. Sama wyobraźnia bowiem nie wystarczy, by wykreować treści o tak głębokiej teologicznej strukturze i spójności z Pismem Świętym.

Klon zamiast cierni — tajemnica Gietrzwałdu

Warto zwrócić uwagę na pewien powtarzający się motyw związany z miejscami objawień maryjnych. W zdecydowanej większości przypadków Matka Boża ukazuje się w otoczeniu roślin — najczęściej są to krzewy lub drzewa posiadające ciernie. Ten szczegół nie jest przypadkowy i posiada głęboką symbolikę, która odwołuje się zarówno do rzeczywistości duchowej, jak i biblijnej. Na tym tle objawienia w Gietrzwałdzie wyróżniają się w sposób szczególny. Matka Boża ukazuje się tam na klonie — drzewie, które nie posiada cierni. Różnica ta, pozornie niewielka, ma jednak istotne znaczenie i stanowi trzon przesłania płynącego z Gietrzwałdu. Zanim jednak pochylimy się nad jego interpretacją, warto najpierw przywołać kilka przypadków, w których Maryja objawiła się pośród roślin ciernistych. To zestawienie pozwoli lepiej zrozumieć wyjątkowość gietrzwałdzkiego objawienia oraz głębię jego symboliki.

Fatima

W Fatimie Matka Boża ukazała się na krzewie znanym jako ilex — karłowatej odmianie dębu. Miał on nieco ponad metr wysokości i stanowił naturalne tło dla objawień.

Fot. 1. Ostrokrzew kolczasty (Ilex aquifolium)

Ostrokrzew kolczasty, znany także pod łacińską nazwą Ilex aquifolium, występuje naturalnie w zachodniej, środkowej i południowej Europie oraz w północnej Afryce. Roślina ta przybiera formę wysokiego krzewu lub małego drzewa. W Polsce ostrokrzew nie występuje w stanie naturalnym — bywa sadzony głównie w ogrodach jako krzew ozdobny, gdzie dorasta maksymalnie do około 3 metrów. Jego największym walorem są charakterystyczne, zimozielone liście o ciemnozielonej barwie. Brzeg liści jest falisty i pokryty kolcami. Roślina kwitnie od maja do czerwca, wydając drobne, białawe kwiaty o przyjemnym zapachu. Jesienią pojawiają się kuliste, czerwone owoce, które utrzymują się na gałęziach aż do wiosny, nadając ostrokrzewowi dekoracyjny charakter również w zimowych miesiącach.

Lourdes
Fot. 2. Krzew dzikiej róży

Dzika róża (Rosa canina L.) to gatunek krzewu należący do rodziny różowatych. Występuje naturalnie w strefie umiarkowanej i ciepłej półkuli północnej. Roślinę tę można spotkać niemal w całej Europie (do wysokości około 1500 m n.p.m.), a także w Afryce Północnej, Azji, na Maderze, Wyspach Kanaryjskich oraz — jako roślinę zawleczoną — w Australii i Nowej Zelandii. Dzika róża osiąga zwykle wysokość do 3 metrów, choć czasami przybiera postać pnącza dorastającego nawet do 12 metrów. Jej gałęzie łukowato odginają się ku ziemi, a pędy pokryte są silnie wygiętymi, hakowatymi kolcami. Liście są złożone z 5 do 7 jajowato-eliptycznych, ostro ząbkowanych listków o brzegach pojedynczo lub podwójnie piłkowanych. Zazwyczaj są zielone, rzadziej o sinym odcieniu.

Fot. 3. Kwiat dzikiej róży
Garabandal

W San Sebastian de Garabandal Matka Boża objawiła się na tle sosny.
Sosny należą do roślin zimozielonych, co oznacza, że zachowują igły przez cały rok. Ich cienkie, długie igły zebrane są najczęściej po dwie lub po kilka w pęczkach. Drzewa te wykazują dużą odporność na zmienne warunki atmosferyczne i dobrze znoszą zarówno mrozy, jak i suszę. Cechują się również głębokim systemem korzeniowym, co czyni je stabilnymi i trudnymi do złamania przez silne wiatry.

Fot. 4. Sosny w Garabandal – miejsce objawienia Matki Bożej
Gietrzwałd

W Gietrzwałdzie Matka Boża ukazała się na tle klonu — drzewa, które w przeciwieństwie do roślin towarzyszących objawieniom w innych miejscach, nie posiada cierni. Ten pozornie drobny szczegół ma głęboką wymowę teologiczną i wyróżnia Gietrzwałd na tle objawień takich jak Lourdes, Fatima czy Garabandal.

Fot. 5. Klon pospolity (Acer platanoides)
Fot. 6. Owoc klonu pospolitego — tzw. „noski”

Klon, na którym ukazała się Matka Boża, jest drzewem sezonowym — gubi liście na zimę. Charakteryzuje się rozłożystą koroną i charakterystycznymi liśćmi, które szczególnie pięknie przebarwiają się jesienią. Jego owoce, zwane „noskami”, to niewielkie orzeszki zakończone skrzydełkami, które umożliwiają ich rozsiewanie przez wiatr.
Zastanówmy się, co wynika z tych porównań.
W Piśmie Świętym to właśnie w krzewie ciernistym Duch Boży objawił się Mojżeszowi — na górze Horeb, zwanej również Górą Ciernistą. Według tradycji żydowskiej gorejący krzew, który nie uległ spaleniu, należał prawdopodobnie do lokalnych gatunków roślin, takich jak akacja czy cierń pustynny.
Widzimy tu wyraźną analogię: tak jak Duch Boży objawił się Mojżeszowi w krzewie ciernistym, tak również Duch Matki Bożej ukazuje się podczas objawień w otoczeniu roślin ciernistych. Nie jest to przypadek — krzew cierniowy niesie bowiem głęboką, biblijną symbolikę, sięgającą aż do Księgi Rodzaju.

Wj 3,1-2 
3,1. A Mojżesz pasał trzodę Itrchy, teścia swojego, kapłana Mediańskieg. I poprowadził trzodę na drugą stronę pustyni, i doszedł do góry Bożej, do Horebu.
3,2. I ukazał się mu Anioł wiekuisty w płomieniu ognistym z pośród ciernia. I spojrzał, a oto cierń gorzał ogniem, a cierń nie zgorzał.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że w większości popularnych przekładów Pisma Świętego hebrajskie słowo odnoszące się do rośliny, w której objawił się Mojżeszowi Duch Boży, tłumaczone jest jako „krzew”.
Jest to jednak tłumaczenie nieprecyzyjne, a wręcz mylące, ponieważ oryginalny tekst hebrajski używa słowa seneh, które oznacza roślinę ciernistą — niekoniecznie zwykły krzew. Przytoczone wersety z Księgi Wyjścia pochodzą z przekładu rabina Izaaka Cylkowa — jednego z pierwszych polskich przekładów Biblii Hebrajskiej, dokonanych bezpośrednio z języka oryginalnego.
Kiedy Adam i Ewa, zwiedzeni przez węża, zlekceważyli Boże ostrzeżenie i spożyli owoc z drzewa poznania dobra i zła – drzewa śmierci – Bóg zamknął przed nimi dostęp do Drzewa Życia. Prawo do spożycia z tego Drzewa mają odtąd jedynie ci, którzy nauczyli się rozróżniać dobro od zła i wybierają w życiu wyłącznie dobro. Dlatego Bóg ustawia na straży wokół Drzewa Życia Cheruby z ognistymi mieczami — bo grzech nie może mieć udziału w życiu wiecznym.
Adam i Ewa muszą więc najpierw oczyścić się z grzechu, zanim ponownie zyskają dostęp do życia wiecznego. Na tym tle zyskuje głębokie znaczenie postać Jezusa i Maryi jako Nowego Adama i Nowej Ewy. Oni bowiem, zachowując doskonałe posłuszeństwo wobec Boga, kierując się wyłącznie dobrem, stają się dla ludzkości nowym Drzewem Życia i Owocem Życia. Jezus jest Owocem, który daje życie wieczne, Maryja zaś — Drzewem, które Go wydało. W tym kontekście objawienia Maryi pośród krzewów ciernistych nabierają znaczenia, przywodząc na myśl cherubów z ognistymi mieczami, strzegących drogi do Drzewa Życia – do Maryi.
Dalszy przebieg objawień w Gietrzwałdzie ukazuje ukoronowanie Maryi na Drzewo Życia, które wydaje Życiodajny Owoc: Jezusa Chrystusa. Wizerunek Dzieciątka Jezus w Jej ramionach staje się wymownym znakiem, że to właśnie przez Maryję ludzkość na nowo otrzymuje dostęp do życia wiecznego. Do tego obrazu jeszcze powrócimy w dalszych rozważaniach. Teraz jednak wróćmy do klonu, który pojawia się w Gietrzwałdzie — drzewie całkowicie pozbawionym ciernia, a przez to niosącym inne przesłanie. Już samo spojrzenie na cierń wywołuje w człowieku lęk i ciarki. Z kolei patrzenie na klon, szczególnie jesienią, gdy jego liście przybierają piękne, złoto-czerwone barwy, budzi pozytywne skojarzenia — spokój, piękno, harmonię. W tej różnicy kryje się głębokie przesłanie. W Księdze Rodzaju czytamy, że gdy Ewa spojrzała na owoc z drzewa poznania dobra i zła, wydał się jej piękny i ponętny. Pozorne piękno zwiodło ją ku śmierci. Można więc powiedzieć, że złudna atrakcyjność przesłoniła jej Wolę Bożą. I tak jest również w naszym świecie: to, co zewnętrznie piękne, często prowadzi do grzechu, a w konsekwencji — do duchowej śmierci. W tym kontekście klon nie symbolizuje Cherubów z ognistymi mieczami, jak krzew ciernisty, ale właśnie drzewo śmierci — to, które przyniosło człowiekowi grzech i oddzielenie od życia wiecznego. Symboliczne znaczenie klonu potwierdza również lokalizacja objawienia. W Gietrzwałdzie, pod klonem, na tle którego objawiła się Maryja, znajdował się cmentarz z nagrobkami. W późniejszych latach cmentarz został przeniesiony w inne miejsce, co wpłynęło na osłabienie wyrazistości samego przesłania objawienia. Dzięki zachowanym kronikom możemy jednak odtworzyć przebieg wydarzeń i — na ich podstawie — odczytać znaczenie przekazu, który Maryja kierowała do Polaków. Widzimy więc, że klon w Gietrzwałdzie symbolizuje drzewo śmierci- nauki rozpoznawania dobra od zła, a jego otoczenie — cmentarz i nagrobki — ma wzmocnić ten obraz. Co jednak najważniejsze, Maryja pojawia się właśnie na tle tego drzewa, depcząc jego zeschłe gałęzie jako Zwyciężczyni nad śmiercią i grzechem. Zeschła gałąź nie jest detalem bez znaczenia — gałąź ta symbolizuje węża, który niegdyś zwiódł Ewę, wijąc się na drzewie śmierci. Co więcej, można zauważyć obecność dwóch zeschłych konarów, które mogą być odczytane jako dwie głowy smoka, utożsamianego w Apokalipsie z szatanem. W czasie jednego z objawień niektórzy świadkowie twierdzili nawet, że widzieli Maryję depczącą smoka, co jeszcze bardziej potwierdza ten symboliczny obraz – walki dobra ze złem.

Fot. 7. Wizerunek Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, wykonany na podstawie relacji widzących. Obraz ten znajduje się w głównym ołtarzu sanktuarium w Gietrzwałdzie.

Natomiast gdy porównamy ze sobą liście krzewów z omawianych przypadków, zauważymy, że tylko klon traci liście na zimę. Ostrokrzew oraz dzika róża zachowują zwykle swoje liście przez cały rok. Podobnie sosna nie zrzuca swoich igieł, co symbolicznie wskazuje na trwałość, życie i nieprzemijalność. Klon natomiast, jako symboliczne drzewo śmierci, gubiąc liście każdej jesieni, sprawia wrażenie, jakby umierał. Jego cykliczne ogołocenie z liści należy odczytywać jako okres nietrwałości — tym bardziej znaczący, gdy zestawimy go z kontekstem objawień i miejscem, w którym się wydarzyły (cmentarz). Ten kontrast staje się jeszcze bardziej wyrazisty, gdy spojrzymy na proroczy obraz zawarty w Księdze Ezechiela. W wizji świątyni mesjańskiej prorok opisuje drzewa rosnące nad rzeką wypływającą spod przybytku:
Ez 47,12.  „Liście ich nie będą więdły i owoc ich się nie wyczerpie. Co miesiąc będą rodziły nowe owoce, bo woda dla nich płynie z przybytku. Owoc ich będzie służył a pokarm, a liście za lekarstwo.”                                                                          
Zatem poprzez niewiędnące liście krzewów i drzew towarzyszących objawieniom, Maryja ukazuje nam pewien przedsmak Raju – miejsca, w którym panuje nieprzemijalność i życie wieczne. To symbol stałej obecności Boga oraz duchowej żywotności tych, którzy trwają przy Jego Woli.                                                              
Na szczególną uwagę zasługuje istotne wydarzenie podczas jednego z objawień w Gietrzwałdzie: Maryja ukazała się nad źródłem, z którego wypływał strumień wody. Warto jednak zaznaczyć, że samo źródło nie znajdowało się bezpośrednio w miejscu objawień, lecz kilkadziesiąt metrów dalej, na pobliskim wzgórzu. To pozornie mało istotne przesunięcie niesie jednak głębokie znaczenie teologiczne. W Piśmie Świętym góry bardzo często są miejscem objawienia Boga – to właśnie na górach Mojżesz spotykał się z Panem, tam wznoszono ołtarze, a świątynia jerozolimska stanęła na Górze Moria. Góra symbolizuje Świątynię Boga, Namiot Spotkania, miejsce, w którym człowiek może poznać Bożą Wolę. W tym kontekście objawienie Maryi w pobliżu wzgórza ze źródłem staje się czytelnym znakiem. Źródło wypływające z góry przypomina opis z Księgi Ezechiela:
Ez 47,12.  „Liście ich nie będą więdły i owoc ich się nie wyczerpie. Co miesiąc będą rodziły nowe owoce, bo woda dla nich płynie z przybytku. Owoc ich będzie służył za pokarm, a liście za lekarstwo.”

W świetle tego fragmentu Maryja jawi się jako Przybytek Boży – żywa Świątynia Boga na ziemi. To z Niej, jako Naczynia Ducha Świętego, wypływa duchowe źródło, które niesie życie, odnowę i uzdrowienie. Każdy, kto z wiarą czerpie z tej łaski – kto słucha Maryi i trwa przy Jej Słowie – zrodzi owoc ku życiu wiecznemu. Co więcej, Maryja zawsze prowadzi do swojego Syna – do Owocu Życia, który daje zbawienie. Nawet jeśli świat wokół nas zdaje się pogrążony w duchowej „zimie” – czasie próby – ten, kto przyjmuje Słowa Maryi, nie zwiędnie, lecz będzie rodził dobre owoce, ponieważ czerpie siłę z Bożego Źródła. Będzie jak drzewo, które nie przestaje owocować, bo jego korzenie sięgają wód życia.  W tym świetle objawienia w Gietrzwałdzie nawiązują do biblijnej historii Adama i Ewy, którzy – nieposłuszni Woli Bożej – wybierając zło, zrodzili zły owoc i utracili dostęp do Drzewa Życia. Maryja, jako Nowa Ewa, przychodzi, aby ten dostęp na nowo otworzyć. Źródło w Gietrzwałdzie, u którego ukazuje się Maryja, symbolizuje wodę wypływającą z Przybytku – wodę, którą jest Ona napełniona i która niesie błogosławieństwo dla nas – uzdrowienie. Istnieje wiele udokumentowanych świadectw uzdrowień związanych z wodą pochodzącą z tego źródła, które potwierdzają duchowy i fizyczny wymiar błogosławieństwa płynącego z tego objawienia.
Warto również wspomnieć o owocach klonu, którymi są charakterystyczne orzeszki ukryte w skrzydlatych „noskach” (Fot. 6). Niesione przez wiatr, przypominają one małe, symboliczne skrzydlate istoty.  W świetle wcześniejszej interpretacji, w której klon ukazuje się jako drzewo śmierci, również jego owoce mają swój symboliczny wymiar.  Jeśli sam klon jest utożsamiony z drzewem śmierci, to jego owoce będą symbolizować jego potomstwo, a więc demony. Zauważmy, że owoce klonu występują w skupiskach – tworząc wrażenie masy, tłumu, niemal jak legion, co przywodzi na myśl biblijny obraz złych duchów:


Mk 5,9. „Na imię mi Legion, bo jest nas wielu”.
Gdy nadchodzi jesień i klon traci liście, jego owoce spadają na ziemię w ogromnych ilościach. Można to odczytać jako symboliczne zrzucenie demonów na świat, tak jak mówi Apokalipsa św. Jana:


Ap 12,9. „I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat; został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie”.
W świetle objawień maryjnych, Maryja wielokrotnie ostrzega, że w naszych czasach demony atakują człowieka z niespotykaną dotąd wściekłością, niczym „wściekłe psy”, starające się doprowadzić człowieka do śmierci. Zestawienie tej symboliki z miejscem objawień nie jest przypadkowe — Bóg poprzez rzeczy widzialne pragnie ukazać nam rzeczywistości niewidzialne.
W tym miejscu, skoro mówimy o zimie i utracie liści, warto zwrócić uwagę na symbolikę pór roku, przez które Bóg ukazuje człowiekowi drogę łaski – możliwość, którą można przyjąć lub odrzucić. Kiedy Adam i Ewa złamali Boże przykazanie, nadszedł dla nich duchowy czas zimy, obrazujący oddzielenie od Boga – źródła ciepła i miłości. Gdy zrobiło się zimno, spostrzegli, że są nadzy – to znak utraty Bożej obecności, która wcześniej ich przyodziewała. Wiele relacji ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej wracając do świata cielesnego, opowiada o odczuciach jakich doznawali podczas oddzielenia duszy od ciała. Często słyszymy o cieple i miłości jakie ogarniają duszę w tym stanie. Każdy człowiek nosi w sobie duszę – ziarno, z którego może wykiełkować Słowo Boże. Glebą tego wzrostu jest jego ciało i codzienne życie. Jeśli człowiek dochowuje przymierze z Bogiem, w jego wnętrzu wyrasta drzewo, które przynosi dobre owoce. Natomiast jeśli drzewo to gubi liście – czyli człowiek odwraca się od Boga, od ciepła – wtedy staje się ono jałowe, bezowocne i duchowo martwe. A jednak – jak w cyklu przyrody – po zimie może przyjść wiosna. Nawrócenie to jak przebudzenie po duchowym letargu. Bóg jako Miłosierny Ojciec daje każdemu człowiekowi czas i szansę, aby powrócił na Jego drogę. Gdy grzesznik się nawraca, wraca życie – pojawiają się pierwsze duchowe liście i kwiaty, zapowiadające owocowanie. Pory roku odzwierciedlają zatem duchowe prawa Boże: grzech oddala od Boga, który jest źródłem ciepła i miłości, natomiast nawrócenie – jak wiosna – rozbudza duszę do nowego życia. Warto przypomnieć, że kiedy Bóg przyszedł do Adama i Ewy po ich upadku, nie zostawił ich nagich. Przyodział ich dając im ciepło i miłość.
Wróćmy jeszcze do krzewu cierniowego. Gdy Adam i Ewa złamali Boże przykazanie, droga do Drzewa Życia została dla nich zamknięta. Bóg postawił wtedy Cherubów z ognistymi mieczami, których zadaniem było strzec dostępu do Niego. Droga do Drzewa Życia została zablokowana dla tych, którzy jeszcze nie nauczyli się rozróżniać dobra od zła.
Zatem, gdy Maryja objawia się w ciernistym krzewie – jak miało to miejsce w Fatimie, Lourdes czy Garabandal – ten ciernisty krzew symbolizuje właśnie Cherubów z mieczami, strzegących dostępu do Drzewa Życia. Aby zerwać Owoc Życia – Jezusa – człowiek musi przejść przez ciernie, które symbolizują nie tylko fizyczne cierpienia i zranienia, lecz także walkę o dobro dające życie wieczne. Widzimy zatem, że życie wieczne nie jest dane z automatu, lecz przysługuje jedynie tym, którzy walczą o dobro w tym świecie pełnym zła. Każdy kto walczy o dobro na tym świecie, pokazuje jednocześnie, że nauczył się rozróżniać dobro od zła. Walcząc o dobro człowiek kształtuje się na podobieństwo Boże, a jednocześnie uczy się na własnej skórze, czym jest zło. Ta droga jest zgodna z Bożym przykazaniem zapisanym w Księdze Rodzaju, gdzie Bóg mówi Adamowi, że ziemia, którą będzie uprawiać, będzie rodzić mu chwasty i ciernie. Po raz kolejny Bóg poprzez ziemskie sprawy stara się nam pokazać sprawy Nieba. Walka o pożywienie, dzięki któremu człowiek może żyć w tym świecie, wymaga uprawy ziemi, która rodzi chwasty i ciernie. Obraz ten w symboliczny sposób odnosi się do walki o dobro w tym świecie pełnym zła, która wymaga poświęcenia, na jakie zdobył się Chrystus. Każdy, kto chce być na Jego podobieństwo, musi Go naśladować.
Uczymy się zatem na świecie, jak walczyć o dobro, które daje życie, poznając jednocześnie czym jest zło. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nauka rozróżniania dobra od zła może przebiegać na kilka sposobów. Możemy uczyć się, biorąc grzech na siebie, czyli wtedy, gdy ktoś grzeszy przeciw nam. W tym przypadku czynnikiem warunkującym przyswojenie nauki jest akt przebaczenia. Gdy ktoś wyrządza nam krzywdę, wyciągamy naukę z tego doświadczenia, nie czyniąc podobnych rzeczy naszym bliźnim, ponieważ znamy skutki tego grzechu na sobie samych. Jeśli jednak ktoś pała zemstą i oddaje innym zło, przechodzimy do nauki poprzez wyrządzanie grzechu innym. Należy podkreślić, że nauka Jezusa opiera się głównie na braniu grzechu na siebie i jeśli chcemy być tacy jak On, musimy Go naśladować. Cała męka Chrystusa związana z krzyżem jest przyjęciem grzechu innych na siebie, by na końcu jeszcze przebaczyć swoim oprawcom. Nauka ta wskazuje, że zło rodzi zło, dlatego powinniśmy przeciwstawiać się złu czyniąc dobro.
O grzechu możemy się zatem uczyć, zadając go innym – wtedy jednak, jeśli nie towarzyszy temu żal i skrucha, a grzech jest powtarzany, oznacza to, że nie przyswoiliśmy nauki. Dla tych, którzy uczą się przez wyrządzanie zła innym, istnieje sakrament pokuty – spowiedź. Jeśli jednak nie odczuwamy żalu za grzech płynącego z serca, oznacza to, że nie pojęliśmy nauki. Sumienie człowieka jest wyznacznikiem, który ma nas zwrócić ku nawróceniu. Ci, którzy nie odczuwają wyrzutów sumienia za popełniony grzech i nie odwracają się od niego, niczego się nie nauczyli. Uczyć się o grzechu możemy także poprzez cierpienie – wszelkie choroby, które nie są od nas zależne, powodują, że poznajemy, czym jest zło na własnym ciele. W takim przypadku musimy przebaczyć jednak Bogu, gdyż to On stworzył ten świat. Możemy również uczyć się przez zadawanie sobie samemu cierpienia – na przykład poprzez nałogi czy złe prowadzenie się, które wywołują dolegliwości cielesne i duchowe, bez ingerencji osób trzecich. Wtedy jednak musimy podjąć decyzję o wyjściu z tego stanu i przebaczyć sobie samym.

Dziewiczy las – symbolika miejsca objawień i znaczenie nazwy Gietrzwałd

Warto zatrzymać się nad samym miejscem objawień w Gietrzwałdzie, ponieważ jego wybór nie był przypadkowy. Tak jak już zostało wspomniane, objawienia miały miejsce przy klonie, w pobliżu którego znajdował się wówczas cmentarz, później przeniesiony na pobliskie wzgórze. W czasie objawień w 1877 roku pielgrzymi przybywający do Gietrzwałdu stali między nagrobkami, często brodząc w błocie.
Warto zwrócić również uwagę na samą nazwę miejscowości – Gietrzwałd. Etymologia tej nazwy sięga głębiej, niż mogłoby się wydawać. W dokumentach historycznych spotykamy różne jej formy: Dittrichswalt (1583), Dittrichsuald (1615), Ditrichswaldt (1656) czy Ditterichswalde (1755). W przywileju lokacyjnym zapisano, że wieś miała nosić nazwę Dytherichswalt, co w późniejszym brzmieniu niemieckim przyjęło formę Ditrichswalde. Dopiero w 1879 roku, za sprawą Wojciecha Kętrzyńskiego, oficjalnie przyjęto spolszczoną wersję – Gietrzwałd.
Warto jednak zatrzymać się nad ciekawą hipotezą etymologiczną, wysuniętą przez Viktora Roehricha – badacza niemieckiej kolonizacji Warmii. Według niego pierwotne brzmienie nazwy mogło być zupełnie inne: Dichterurwald, co oznacza dosłownie dziewiczy las. Hipoteza ta zyskuje na wiarygodności, gdy weźmiemy pod uwagę pruski charakter nazw wielu okolicznych miejscowości, takich jak Woryty (od pruskiego woras – „stary”) czy Rentyny (od rantas – „brzeg”). Tłumaczenie Gietrzwałdu jako „dziewiczego lasu” doskonale współgra z teologiczną symboliką objawień, jakie miały miejsce w tej miejscowości. Choć Gietrzwałd otoczony jest gęstymi lasami, samo miejsce objawień – teren przy klonie, gdzie ukazała się Maryja oraz miejsce w którym wypływa źródło wody – są niemal pozbawione drzew. Ten kontrast przywodzi na myśl biblijny obraz Ogrodu Eden – dziewiczego Ogrodu – w którego centrum rosły dwa wyjątkowe drzewa: Drzewo Życia oraz drzewo poznania dobra i zła, a wokół nich rosły inne drzewa. Centralne punkty objawień – samotny klon pośród dawnego cmentarza – odnosi się do drzewa śmierci, natomiast Maryja, która ukazała się przy źródle, odnosi się do Drzewa Życia. Otaczające miejscowość lasy symbolicznie odzwierciedlają pozostałą część Raju – inne drzewa Ogrodu Boga. W tym ujęciu cały Gietrzwałd – jako „dziewiczy las” – staje się duchowym obrazem Edenu, Raju, który Bóg zasadził dla człowieka na początku stworzenia, i do którego, poprzez Maryję, człowiek może na nowo odnaleźć drogę.

Paralela objawień w Gietrzwałdzie i Guadalupe jako objawienie Nowej Ewy

Fot. 8. Matka Boża z Guadalupe

Przebieg objawień w Gietrzwałdzie przypomina pod wieloma względami objawienie Maryi w Guadalupe. W Gietrzwałdzie Maryja objawia się depcząc gałąź przypominającą kształtem węża. Natomiast w przypadku Guadalupe, Maryja stoi na rogach utożsamianych ze złem, które spoczywają na głowie anioła. Przypomnijmy, że Ewa ma zdeptać głowę węża, który wbijając swoje kły w ciało ofiary powoduje ból i niekiedy nawet śmierć. W tym kluczu symboli anioł z rogami, znajdujący się pod stopami Maryi, może być odczytany jako upadły anioł – diabeł – którego Bóg strącił na ziemię. Oba obrazy, zarówno z Gietrzwałdu, jak i Guadalupe, ukazują Maryję jako Nową Ewę, która – zgodnie z zapowiedzią z Księgi Rodzaju – zwycięża węża.
 Rdz 3,15. Wprowadzam nieprzyjaźń między tobą i niewiastą,  między twoim potomstwem i potomstwem jej. Ono czyhać będzie na twoją głowę, a ty czyhać będziesz na jego piętę.
Obraz w Guadalupe, jak i w Gietrzwałdzie przedstawia zatem już Nową Ewę, która pokonała kusiciela i zło. Jako, że Maryja pokonała kusiciela, ma moc panować nad nim. Dlatego mając w swoim sercu Maryje, stajemy się zdolni pokonać go tak jak Ona.
Zastanówmy się nad symboliką płynącą z elementów ukazanych na cudownym wizerunku Matki Bożej z Guadalupe, utrwalonym na płótnie utkanym z włókien agawy. W centrum tego obrazu znajduje się Maryja – obwiązana czarną wstęgą, co według kultury azteckiej oznacza stan błogosławiony. Tym samym obraz informuje nas, że Maryja nosi pod swoim sercem Jezusa – Owoc Życia.  Jej tunika ma kolor przypominający korę drzewa. Widnieją na niej wzory przypominające gałęzie, liście i owoce. Można w tym dostrzec symbolikę drzewa – konkretnie Drzewa Życia. Z kolei niebieski płaszcz Maryi pokryty gwiazdami można odczytać jako wieczne, niebiańskie liście w których znajdują się owoce – gwiazdy rozświetlające mrok. Gwiazdy te symbolizują owoce, które mają być liczne i wieczne – tak jak gwiazdy obiecane Abrahamowi jako znak błogosławieństwa jego potomstwa. Zatem każdy kto jest potomstwem Maryi, rozświetla ciemność niczym gwiazdy niebo, i są to ci, którzy zdeptali głowę węża. Co więcej Maryja przedstawiona jest na tle intensywnego światła, którego promienie przypominają ostrza mieczy. W tym świetle możemy dostrzec nawiązanie do biblijnego opisu Cherubów z ognistymi mieczami, które zostały postawione przez Boga, by strzec dostępu do Drzewa Życia.
 Rdz 3,24. Wyrzucił Adama i osiedlił go poza tym ogrodem rozkoszy. Postawił tam Cheruby i płonący miecz,  odwrócony tak , by strzegł dojścia do drzewa Życia.
 
 Co zaskakujące, płótno na którym znajduje się biblijny obraz Drzewa Życia wykonane jest z agawy, rodzaju kaktusa, który jest wiecznie zielony oraz posiada kolce. Płótno odzwierciedla zatem Cheruba, który jest nieśmiertelny, zapewne dlatego pomimo swoich lat płótno wciąż istnieje.

Obrazy mówią więcej niż słowa – symbolika objawień gietrzwałdzkich

Z racji tego, że w czasie objawień w Gietrzwałdzie Maryja wypowiada niewiele słów, można przypuszczać, że ich główny przekaz będzie opierał się przede wszystkim na obrazach, które były ukazywane widzącym. Słowa stanowią zatem jedynie dopełnienie głębszego przesłania ukrytego w symbolice. To, co nie zostało wypowiedziane, zostało pokazane – i to właśnie obrazy odgrywają kluczową rolę w odczytaniu duchowego sensu tych objawień. Widzimy, że każdy z elementów objawienia – od miejsca, przez gesty, aż po najmniejsze szczegóły – niesie w sobie symboliczne znaczenie. Nawet te słowa, które Maryja wypowiedziała, nie są proste ani oczywiste, lecz mają charakter mistyczny i domagają się głębszego odczytania w świetle Pisma Świętego.

Symboliczna wstęga i tajemniczy napis — refleksja nad znaczeniem pozornego „nic”
Jednym z symbolicznych elementów objawienia, które miało miejsce 18 lipca, była wstęga zauważona przez widzące u stóp Maryi. Pojawił się na niej tajemniczy napis, jednak widoczny był zaledwie przez ułamek sekundy — na tyle krótko, że dziewczynki nie zdołały go odczytać. Gdy zapytały Maryję o jego znaczenie, odpowiedziała krótko, lecz wymownie:
„On nic nie znaczył.”
Odpowiedź ta — choć z pozoru prosta — otwiera przestrzeń do głębokiej refleksji. Dlaczego coś, co zostało ukazane w tak wyjątkowym momencie, miałoby „nic nie znaczyć”? A może pytanie powinno brzmieć inaczej: co oznacza to „nic”?
Wydaje się, że wstęga nie była przypadkowa. Jej forma, wijąca się u stóp Maryi, przywodzi na myśl postać węża — tak, jak przedstawiają to liczne obrazy Maryi depczącej starodawnego węża, symbolu kusiciela, zgodnie z zapowiedzią z Księgi Rodzaju. Zatem w tym kontekście wstęga może być odczytana jako symbol węża, który został już przez Maryję — Nową Ewę — pokonany. Teraz jednak jego pokonanie staje się zadaniem Jej potomstwa, które, niczym gwiazdy na niebie, ma rozpraszać ciemność świata. Napis, który pojawił się na moment na wstędze, mógł zatem zawierać imię węża — imię, które dla Maryi już „nic nie znaczy”, ponieważ Ona go zwyciężyła. Widzimy więc, że nawet elementy objawienia pozornie nieistotne, w rzeczywistości doskonale wpisują się w szerszy obraz objawień. Każdy szczegół, każda forma, każdy gest — mogą nieść głębokie duchowe znaczenie.
Tajemnica Pierścienia – Gietrzwałdzkie Objawienie Maryi z Dzieciątkiem Jezus
Kolejnym elementem objawień gietrzwałdzkich, który niesie ze sobą głęboką symbolikę, jest niezwykły obraz, na którym widzimy Maryję  w pierścieniu, otoczoną przez aniołów. Znaczenie teologiczne i symbolika tego obrazu zasługuje na szczególną uwagę. Przytoczmy fragment relacji widzących, spisany przez ks. Franciszka Hiplera, który był bezpośrednim świadkiem i dokumentalistą wydarzeń w Gietrzwałdzie:
„Przy dzwonieniu na Anioł Pański ogarnęła drzewo dziwna jasność, jakoby od błyskawicy. Na tym samem miejscu, gdzie wczoraj wieczór ukazała się była ona piękna pani, ujrzałam podłużny pierścień błyszczący, a w nim podczas trzeciej tajemnicy radosnej zjawił się znany mi już wspaniały tron, mieniący się jak złoto, sadzony perłami; dwie miał poręcze do rąk, a z tyłu wysokie zaokrąglone oparcie dla pleców. Wkrótce potem zstąpiła z nieba pięknej postaci Pani pomiędzy dwoma aniołami w bieli z jasnymi skrzydełkami zielono mieniącymi się. Pani zasiadła na tronie, aniołowie zaś puściwszy jej ramiona, które podtrzymywali w pochodzie, pokłonili się głęboko i stanęli po obu stronach. Pani siedziała w postaci dziewicy niezrównanie pięknej, liczącej wieku 16 do 18 lat; niezwykła jasność, jaśniejsza od śniegu, otaczała ją wraz z błękitnym obłokiem. Z odkrytej głowy spadały sute, długie, jasne włosy poza ramiona i piersi aż do kolan, uszy po części zostawiając odsłonione. Łagodnym blaskiem pałające oczy były niebieskie, policzki oblicza podłużnie zaokrąglonego zdawały się być różowo-złotawe, szyja obnażona aż do wysoko zapiętego rąbka białej przestwornej na nogi spadającej szaty, ramiona zakrywały dobrze przylegające rękawy; biodra okalała biała przepaska; ręce spoczywały ze spokojną godnością na kolanach; z rąk tak samo jak z szyi i stóp rozchodziły się długie na jakie pół łokcia promienie; nogi, z których tylko prawą było widać, żadnego nie miały na sobie obuwia. Cała postać zresztą miała całkiem określone i pewne zarysy, nie jak malowany lub rzeźbiony obraz, ale jak prawdziwie żyjące ciało, różniące się chyba tylko blaskiem i pięknością od zwyczajnej postaci niewieściej. Cudowne widzenie chwilę siedziało spokojnie, poczem dwóch aniołów przyniosło z nieba jaśniejące dzieciątko odziane w białą złotem tkaną szatę. Dziecię to trzymało w lewej ręce błyszczącą kulę z krzyżykiem u góry, prawa ręka spoczywała na prawem kolanie. Aniołowie złożyli dzieciątko na lewem kolanie czcigodnej Pani i zniknęli ku niebu, poczem ukazali się dwaj inni aniołowie niosąc koronę złożoną z wielkich, przepysznych, szerokich obrączek, których blask wszystko inne przewyższał. Jakoby zawieszeni w powietrzu trzymali koronę ponad głową Dziewicy. Nieco później przybył jeszcze trzeci anioł trzymając w prawej ręce śliczną laskę, „pikę”, jak mówiła Justyna, z złocistym kwiatem na końcu, która według opisu tylko berło oznaczać mogła. Anioł ten stanął poza dwoma trzymającymi koronę i w równej, co tamci, wysokości trzymał berło nad koroną. Na koniec nad tymi trzema aniołami zsunął się krzyż błyszczący, wielkości owego krzyża, który jest w kościele, lecz bez wizerunku Zbawiciela, i zawisł poziomo na jasnych obłokach.

Fot. 9. Fresk ukazujący objawienie Matki Bożej wraz z Aniołami, znajdujący się w sanktuarium w Gietrzwałdzie

To, co zostało ukazane dziewczynkom podczas tego objawienia w Gietrzwałdzie, można podzielić na dwa odrębne obrazy: pierwszy — znajdujący się wewnątrz pierścienia, i drugi — na zewnątrz niego. Skupmy się najpierw na tym pierwszym, objętym kręgiem.  W jego centrum widzimy Maryję otoczoną aniołami. Jeden z nich trzyma pikę, na końcu której znajduje się róża. Anioły mają zielone skrzydła, co natychmiast przywodzi na myśl obraz krzewu cierniowego, o którym była już wcześniej mowa. Symbolika tej sceny jest niezwykle głęboka i zakorzeniona w Piśmie Świętym. Anioły otaczające Maryję należy interpretować jako Cheruby, które — zgodnie z Księgą Rodzaju — zostały postawione przez Boga, by strzec dostępu do Drzewa Życia, aby żadne grzeszne stworzenie nie mogło mieć życia wiecznego. Zielone skrzydła aniołów symbolizują wiecznie zielone liście, znak życia, które nie przemija, natomiast róża na końcu piki przypomina pąk ognia — subtelny, ale wyraźny obraz ognistego miecza cheruba, obracającego się, by bronić dostępu do Świętego Drzewa.  Szczególnie istotne jest to, że dziewczynki widzą najpierw pierścień, a dopiero potem zostaje wprowadzona do niego Maryja z Dzieciątkiem Jezus, koronowana przez aniołów Bożych. W tym świetle cały obraz należy odczytać jako objawienie Maryi w cierniowym krzewie róży — motywie obecnym również w objawieniach w Lourdes, Garabandal czy Guadalupe. Koronacja Maryi w tej scenie nie jest jedynie symbolem chwały, ale oznacza, że została Ona wybrana przez Boga na Królową całej ludzkości. W konsekwencji Jezus, jako Jej Syn, staje się Księciem. W kontekście symboliki Drzewa Życia, to właśnie Maryja jawi się jako to Drzewo, a Dzieciątko Jezus jako Jego Owoc — ten, którego należy spożyć, by mieć życie wieczne. To echo słów samego Chrystusa, który mówi: „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” W tym niezwykłym obrazie pojawia się jeszcze jeden szczegół o głębokim znaczeniu: goła stopa Maryi. W przedstawieniu tym nie ma pod Nią węża, co wyraźnie wskazuje, że został przez Nią już pokonany. Ten obraz odsyła nas do wcześniejszego znaku — tajemniczej wstęgi z napisem, o której Maryja powiedziała: „On nic nie znaczył.” Należy tutaj podkreślić, że wąż został pokonany osobiście przez Nią, co nie oznacza, że świat został już oczyszczony. Każdy człowiek musi sam pokonać swojego węża, mając do pomocy Maryję i Jezusa. Jej naga stopa nie musi już deptać węża, bo Ona go zwyciężyła. Wąż nie ma nad Nią już żadnej władzy. Warto wspomnieć również o symbolicznym zdarzeniu, które miało miejsce podczas jednego z objawień: sucha gałąź, na której stała Maryja — interpretowana jako wąż lub głowa smoka — złamała się. Widzimy zatem, że ponownie symbolika tego wydarzenia wskazuje na to, że Maryja pokonała węża.
W obrazie objawienia widzimy także, że Maryja siedzi na tronie wysadzanym perłowymi koralikami. Motyw ten nie jest przypadkowy — perły te symbolizują paciorki Różańca, którego Maryja jest Królową. To właśnie Różaniec stanowi duchową oręż — modlitewną broń, za pomocą której kamienujemy zło obecne w naszych sercach. Przyglądając się Różańcowi, możemy dostrzec, że jego paciorki przypominają małe kamienie, a krzyż z wizerunkiem Chrystusa na jego końcu wygląda jak miecz. To nie tylko symbol modlitwy, ale także znak duchowego oręża. Różaniec koresponduje z wydarzeniem opisanym w Księdze Jozuego, gdzie czytamy:
Joz 10,11. „A gdy przed Izraelem uciekali i byli na zboczu Bet-Choron, Pan zrzucał na nich z nieba wielkie kamienie aż do Azeka, tak że pomarli. Więcej ich zginęło od kamieni gradowych, niż tych, których synowie Izraela pobili mieczem.”

Fragment ten, choć opisuje wydarzenie militarne, odczytywany w kluczu duchowym, ukazuje potęgę działania Boga, który wspomaga człowieka w walce ze złem.  Stary Testament ukazuje tak naprawdę rzeczywistość duchową za sprawą wydarzeń fizycznych. Nie chodzi o prowadzenie wojen między ludźmi, ale o wewnętrzną walkę duchową, która toczy się w sercu każdego człowieka. W tym świetle Różaniec staje się jak grad kamieni – wymierzony nie w drugiego człowieka, ale w grzech, który zakorzeniony jest w sercach ludzi. Różaniec to broń nie przemocy, lecz miłości. Broń, która nie rani, lecz oczyszcza. W ten sposób tron Maryi z perłowych paciorków ukazuje nie tylko Jej królewską godność, ale też przypomina o Jej roli jako Przewodniczki w duchowej walce — Tej, która uczy, jak zwyciężać nie mieczem, lecz modlitwą i wiarą.
Cały obraz zawarty w pierścieniu sprawia wrażenie, jakby był szczególnie skierowany do dzieci. Cheruby, które się w nim pojawiają, nie budzą lęku ani nie ukazują się jako groźni strażnicy, lecz przypominają raczej łagodne aniołki, o pogodnych twarzach i delikatnym wyglądzie. Maryja przez ten obraz przekazuje subtelne, ale bardzo istotne przesłanie: kształtowanie serca człowieka powinno zaczynać się od dziecka. To rodzice są pierwszymi odpowiedzialnymi za to, by przyprowadzać swoje dzieci do Boga — przez przykład, modlitwę, uczestnictwo w sakramentach i codzienną obecność wiary w domu. Jest to przecież zrozumiałe: jeśli od najmłodszych lat uczymy się czym jest dobro, to w dorosłym życiu będziemy żyć zgodnie z takimi wartościami jak miłość, sprawiedliwość i prawość.  A przez przemianę jednostkowych serc, zmienia się całe społeczeństwo. Dobro, które zaczyna się w rodzinie, ma siłę przemieniać oblicze tego świata.
Pierścień, w którego centrum widzimy Maryję z Dzieciątkiem Jezus, jest symbolicznym przedstawieniem wnętrza Raju — miejsca, gdzie człowiek żył w jedności z Bogiem, w pokoju i bez grzechu. W centrum tego duchowego ogrodu znajduje się Drzewo Życia, które  reprezentuje Maryja — Nowa Ewa, niosąca Owoc, którym jest Jezus Chrystus. Warto zwrócić uwagę, że Chrystus trzyma w dłoni globus, a na jego szczycie znajduje się Krzyż. Ten gest nie jest przypadkowy — to On postawił Krzyż w centrum świata, jako znak walki o dobro. Krzyż staje się jednocześnie ołtarzem, na którym człowiek ma składać duchową ofiarę Bogu: ofiarę własnego zaangażowania w czynienie świata dobrym. Kiedy Bóg stworzył świat, powiedział: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Jednak to dobro było zapowiedzią, celem do osiągnięcia, nie zaś rzeczywistością w pełni zrealizowaną. Bóg działa przez człowieka, czyniąc ten świat dobry. Działanie to jednak może postępować jedynie, gdy wola człowieka jest zgodna z Wolą Boga. Chrystus przyszedł na świat, by walczyć o dobro. Każdy, kto podejmuje walkę o dobro w Duchu Bożym, ma udział w Krzyżu Chrystusa. A ten, kto ma udział w Jego Krzyżu, będzie miał również udział w Jego chwale.
Natomiast jeśli chodzi o drugi obraz, po zewnętrznej stronie pierścienia widzimy klon, który symbolizuje drzewo śmierci – świat, w którym uczymy się rozpoznawać dobro od zła. Klon nie rodzi jadalnych owoców, dlatego w żaden sposób nie daje życia. Należy zwrócić uwagę na fakt, że Raj nie znajduje się w naszym świecie materialnym, lecz w duchowym. Materia służy jedynie do nauki i kształtowania duszy człowieka. Maryja objawia się w stanie duchowym, dlatego Królestwo Niebieskie również jest duchowe. Aby zatem narodzić się do Królestwa Niebieskiego, człowiek musi zrodzić owoc miły Bogu, którego odzwierciedleniem jest całe jego życie w świecie materialnym.

Proroctwo – gałąź, która nie złamała Maryi

„Lud się począł z cmentarza wśród ciemnej nocy spokojnie rozchodzić, bo już było po godzinie dziewiątej. A zaś później, po godzinie dziesiątej, żandarmi resztę pielgrzymów wypraszali z cmentarza. Wtem – o dziwo! – nagle jedna odnoga, grubości dobrego chłopa, owego klonu, na którym Najśw. Panna się zjawiała, trzaska, łamie się, upada na tuż stojącą nową kapliczkę i też ją na wpół nałamuje, lecz nie wywraca – i spada z szelestem na ziemię!!”
Spadający konar klonu nadłamał kapliczkę i – co istotne, choć nie zostało to uwzględnione w powyższej relacji – złamał Krzyż znajdujący się na jej szczycie.
To wydarzenie należy odczytywać jako Proroctwo, zapowiadające walkę Szatana z Krzyżem, Kościołem oraz z Matką Bożą. Symbolika jest jasna i wymowna: Szatan podejmie próbę zniszczenia jedności Kościoła, jego wiarygodności i autorytetu, powodując, że ludzie będą odwracać się od niego. Jednak – co niezwykle istotne – Maryja nie zostaje pokonana. Kapliczka, choć uszkodzona, nie upada. To znak, że choć Krzyż i Kościół doświadczą cierpienia i ataku, Maryja jako Drzewo Życia pozostanie niezachwiana. Dlatego właśnie powinniśmy szukać schronienia w Jej matczynych ramionach – to w Niej odnajdziemy siłę, której nie zdoła złamać żadne zło. Znamienne jest i to, że scena ta rozgrywa się w momencie, gdy żandarmi wypraszają ludzi z miejsca Objawień. To znak, że za odwracaniem się ludzi od Boga stoi szatan. Odwracanie się ludzi od Kościoła jest często efektem polityki, decyzji rządów oraz zgorszenia, którego źródłem bywają niestety sami duchowni. Kapłani, którzy zamiast nieść światło, stają się narzędziami ciemności. Współczesność dobitnie potwierdza wypełnianie się tego proroctwa. Ludzie są niemal na siłę odciągani od Boga – tak samo, jak wąż odciągnął Ewę od Boga, kusząc ją pozornym dobrem. Jedną z najbardziej bolesnych przyczyn dzisiejszego kryzysu duchowego są grzechy popełniane przez pasterzy Kościoła – szczególnie przestępstwa seksualne wobec dzieci oraz ich systemowe tuszowanie przez niektóre struktury kościelne. Tak głębokie zgorszenie prowadzi do masowego odpływu wiernych i utraty autorytetu Kościoła.
Tym bardziej uderzający jest brak reakcji. Zamiast oczyszczać Świętą Ziemię z grzechu – jak uczynił to Jozue, a później Jezus – niektórzy hierarchowie pozostają obojętni. Ich postawa zdaje się świadczyć o głębokim osłabieniu wiary. Ten postępujący proces dopełniła również pandemia. Obostrzenia doprowadziły do zamknięcia wielu świątyń, a tam, gdzie liturgia była dostępna, ludzie często obawiali się w niej uczestniczyć. Równolegle Krzyż zaczął znikać z przestrzeni publicznej – z dachów kościołów, szkół, urzędów. To kolejny znak duchowej erozji i postępującej walki polityki z chrześcijaństwem. Za tymi zjawiskami stoi zło, które zawsze sprzeciwia się dobru, starając się utrzymać swoje panowanie nad światem. Choć nie zawsze to dostrzegamy, Szatan działa przez ludzi – także przez duchownych. Przypomina nam o tym Ewangelia, w której Jezus wchodzi do synagogi i spotyka człowieka opętanego, który najprawdopodobniej jest kapłanem. Chrystus wypędza z niego złego ducha, wskazując tym samym, że nawet ci, którzy mają prowadzić, mogą paść ofiarą ciemności. Opisane wydarzenie ze spadającą gałęzią jest więc nie tylko znakiem – jest wezwaniem: do czujności, do nawrócenia, do zawierzenia Matce Bożej. Bo choć Szatan nie ustaje w wysiłkach, aby odciągnąć ludzi od Boga – nawet posługując się kapłanami – Maryja nie upada. W Niej jest ratunek i zwycięstwo.

Źródełko wody

Jak już wcześniej wspomniano, źródełko wypływające z pobliskiego wzgórza zostało pobłogosławione przez Matkę Bożą. To niezwykłe wydarzenie miało miejsce 8 września 1877 roku i znajduje swoje duchowe zakorzenienie w Piśmie Świętym. W Księdze proroka Ezechiela odnajdujemy symboliczny obraz wody wypływającej ze świątyni Boga:
Ez 47,12 „Liście ich nie będą więdły i owoc ich się nie wyczerpie. Co miesiąc będą rodziły nowe owoce, bo woda dla nich płynie z przybytku. Owoc ich będzie służył za pokarm, a liście za lekarstwo.”
Woda wypływająca z gietrzwałdzkiego źródełka posiada szczególne właściwości zdrowotne. Świadczą o tym liczne świadectwa osób, które doświadczyły uzdrowienia – zarówno fizycznego, jak i duchowego – po jej spożyciu. Wielu pielgrzymów opowiada o uwolnieniu z ciężkich chorób, o pokoju serca, który powracał po długim czasie cierpienia, a także o głębokim nawróceniu. Jednak tym, co szczególnie porusza, są wydarzenia, które zaczęły się rozgrywać, gdy źródełko zostało pobłogosławione przez Maryję, a wierni powrócili pod klon – pierwotne miejsce objawień. Wówczas wielu obecnych doświadczyło niezwykłych widzeń. Jedni widzieli Matkę Bożą, ubraną w biel, inni – smoka obecnego na drzewie. Te relacje wskazują, że duchowa rzeczywistość zaczęła się odsłaniać przed zebranymi. Można z tego wyciągnąć głęboką duchową prawdę: woda pobłogosławiona przez Maryję nie tylko przynosi uzdrowienie ciała, ale także umacnia duszę. Sprawia, że człowiek zaczyna dostrzegać świat duchowy. Staje się bardziej wrażliwy na sprawy Boże – jakby na moment uchylała się zasłona oddzielająca świat widzialny od niewidzialnego. Wydarzenia tamtego dnia zostały opisane przez jednego z kapłanów, który był ich naocznym świadkiem. Oto jego relacja:
Gdy duchowieństwo z owemi wybranemi stamtąd powróciło, była już godzina 8. Więc tedy pozapalali świece i wraz z dziećmi wyszli z plebanii, jak zwykle, na cmentarz na odmówienie Różańca świętego. Teraz znów cisnąłem się razem z nimi. Śpiew zamilkł. Cisza. Rozpoczęto właściwe modlitwy, w których pewna dziewczynka, Anna Maternowa, przewodniczy; – potem sam właściwy Różaniec. W tajemnicy drugiej pokazała się Matka Boska owym czterem wybranem istotom, które jakby iskrą elektryczną rzucone niski oddały pokłon. Na to trąbka dała sygnał, aby lud zgromadzony wiedział, iż już Matka Boska się pokazała. Po małej chwili owe wybrane istoty w extazie nagle żegnają się razem i upadając – głęboki oddają pokłon – bo Matka Boska swoją dobrotliwą prawicą błogosławi może po raz ostatni! A na to trąbka znów daje sygnał. Lud upadając, modli się kornie z wylaniem ducha. Gdy Różaniec miał się ku końcowi i zdaje mi się Matka Boska w ten moment odchodziła, nagle wszczął się okropny i przerażający nie już krzyk, ale ryk, wycie, jęk, szlochanie i jakieś dziwne i niewysłowione głosy, a przeciągle trwając, napełniały powietrze. Już się trochę uspokajało – to znów tem przeraźliwiej się ozwało, aż nareszcie wszystko ucichło, a ksiądz jeden kazał zmówić serdecznie Zdrowaś Marya. W tem przerażającym momencie pewno i najtwardsze serca skruszały się. Myślano bowiem, że się ziemia otwiera i wszystkich pochłania; lub że sąd ostateczny się rozpoczyna, lub że piekło raptem ludzi pożera itp. Ja też drżąc, jak i wszyscy, na calem ciele, i oglądając się na wszystkie strony, a mianowicie na klon oczy wytrzeszczając, a nigdzie nic nie widząc – myślałem w duchu, że to tędy wszyscy są godnymi oglądać Matkę Boską, więc ze wzruszenia tak krzyczą; a tylko ja sam jestem najniegodniejszym – co też rzeczywiście o sobie uważam – więc nic nie widzę. Aż tu obok stojący ksiądz pyta mnie, czym co widział? – nic – odpowiadam. Ja też nic – rzecze on. I inni obok klęczący też nic nie widzieli. Deszcz podczas Różańca i poczynał i przestawał padać. Nareszcie skończono Różaniec, Litanią i modlitwy zwykłe – ksiądz jeden powiedział kilka słów od serca do serca, uspokajających i zaintonował „Witaj, Królowa”. Ach, co za potęga była tego harmonijnego śpiewu, kiedy na raz z tylu tysięcy z rozmaitych stron zebranego ludu ta śliczna melodya w serdecznych słowach się rozległa i aż do końca w najlepszej zgodzie i harmonii się dokończyła! Było to zaiste nadzwyczaj zachwycającem. Gdy śpiew się skończył, poczęli się zaraz na cmentarzu pytać jedni drugich: co było powodem owych przeraźliwych krzyków, którym też i jakiś osobliwszy wiatr szamocący drzewami i targający chorągwiami z szumem towarzyszył. I poczęto się dowiadywać, że to jednak nie było bez przyczyny. Bo jedni mówili, że rzeczywiście widzieli Najśw. Pannę bielusieńką na klonie, a tych było bardzo wielu; inni widzieli nadzwyczajną tamże jasność, inni jasny słup na rogu kościoła; inni smoka na klonie, którego Matka Boska natychmiast zdeptała; jeden akademik twierdzi, że widział czarta, którego postać osobliwszą opisał; inny człowiek niedowiarek – krzyczał przeraźliwie o ratunek, drżąc na całem ciele, że go diabeł już chciał porywać i opędzał się kijem, wołając o świecę; inną kobietę chciał pono też diabeł porwać i do beczki wsadzić, a potem widziała go w karecie jadącego i ludzi wiozącego; inni widzieli bladą jakąś gwiazdkę niby, która z klonu wyszła, uniosła się nadeń i poszła ku zachodowi”. 
Widzimy, że w momencie, gdy Maryja odchodzi, zrywa się gwałtowny wiatr, a ludzi ogarnia jakiś przerażający strach. Wielu z obecnych jest przekonanych, że nadchodzi śmierć, a oni sami zostaną pochłonięci przez piekło. Obraz ten przywodzi na myśl scenę z Ewangelii, w której uczniowie Jezusa, płynąc łodzią na drugi brzeg Jeziora Genezaret, zostają zaskoczeni przez burzę. Opanowani lękiem i przekonani, że zginą, budzą śpiącego Chrystusa, który ucisza wiatr i fale, ganiąc ich jednocześnie za brak wiary. Możemy dostrzec w tym wydarzeniu głęboką analogię: gdy ludzie modlili się na Różańcu, a Maryja była obecna, panował duchowy pokój. Jednak w chwili Jej odejścia, rozpętała się „burza”. Tak jak uczniowie Chrystusa w czasie burzy zwrócili się do Niego, tak i my, w chwilach duchowego zamętu, powinniśmy „obudzić” Maryję — przez modlitwę. Znamienne jest również to, że kapłani obecni podczas tych wydarzeń nie doświadczali strachu ani nie dostrzegali zagrożenia, które tak silnie poruszyło innych uczestników objawień. Można przypuszczać, że źródłem tego pokoju była ich ugruntowana wiara. Gdy uczniowie Chrystusa, zaskoczeni burzą na jeziorze, zostają ogarnięci panicznym lękiem i budzą Jezusa, sądząc, że zginą, Chrystus ucisza sztorm, ale jednocześnie gani ich za brak wiary. To wydarzenie pokazuje, że sama wiara ma moc pokonywania strachu i przynoszenia pokoju nawet w obliczu realnych zagrożeń. Wydaje się, że ludzie ogarnięci paniką nie mieli takiej wiary, jaką posiadali obecni tam kapłani, których wiara była mocniej zakorzeniona.

Cudowne płócienko

„Dnia piątego lipca, jak to na wielu miejscach świętych dziać się zwykło, postawiono kociołek z wodą i położono płótno na trzonie uciętego konaru, nad którym objawienie się ukazało. Dzieci prosiły Najświętszą Maryą Pannę, aby pobłogosławiła wodę i płótno, usłyszały przecież tylko słowa: „Płótno ma leżeć na ziemi”. Nazajutrz wieczorem zapytały się obie Przeczystej Dziewicy, czegoby oprócz modlitwy różańcowej żądała jeszcze więcej? i odebrały odpowiedź: „Tu ma być postawiony krzyż murowany z figurą Niepokalanej Panny, a u stóp jej ma być kładzione płótno ku uzdrowieniu chorych”.
Jak widzimy, początkowo ludzie położyli płócienko na uschniętym konarze, nie zdając sobie sprawy, że symbolizował on węża — znaku zła i grzechu. Na prośbę Maryi, płócienko zostało jednak przeniesione i złożone u stóp figury Maryi. Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy: co oznacza ten symboliczny gest? Jaką moc ma płócienko złożone właśnie tam — u stóp Maryi? Aby lepiej to zrozumieć, musimy cofnąć się do starotestamentalnej sceny spotkania Mojżesza z Duchem Bożym. Gdy Bóg objawił się Mojżeszowi w gorejącym krzewie, nakazał mu zdjąć sandały, ponieważ ziemia, na której stał, była święta — uświęcona samą obecnością Ducha Bożego.                            Podobnie dziś — Maryja, jako Niepokalana, jest prawdziwą Świątynią Boga, miejscem Jego obecności. Skoro więc płócienko zostało złożone u Jej stóp, nabiera szczególnego znaczenia: staje się niejako fragmentem Ziemi Świętej, uświęconej obecnością Boga w Maryi. Co więcej, takie poświęcone płócienko można zabrać do osoby chorej — zanieść je do domu czy szpitala i położyć na cierpiącym. Jest ono jakby kawałkiem Ziemi Świętej posiadającej moc uświęcania.

Krzyż czy Kapliczka?

9 lipca- dzieci zapytały: „Czy wystawiona ma być kapliczka, czy krzyż?” Odebrały odpowiedź:” To wszystko jedno, kaplica czy krzyż” Dzieci spytały: „Czy figura ma być stojąca, czy siedząca? Odebrały odpowiedź: „figura ma być stojąca”
Odpowiedź na pytanie o różnicę między krzyżem a kapliczką została już, w gruncie rzeczy, udzielona. Z wypowiedzi Matki Bożej wynika, że nie ma między nimi istotnej różnicy — oba znaki odnoszą nas do tej samej tajemnicy. Jak już zostało powiedziane, Maryja jest Drzewem Życia, które wydało Owoc — Jezusa Chrystusa. Jeśli odczytamy tę prawdę w świetle Krzyża, na którym zawisł Chrystus, można powiedzieć, że Krzyżem jest właśnie Maryja — Ona, która „niesie” swojego Syna, staje się Drzewem, na którym zawisł Owoc Życia. Widzimy tu głęboką analogię: Maryja jako Drzewo Życia i jako Świątynia Boga — Ta, w której łonie przebywał Jezus. Zatem zarówno Kapliczka, będąca miejscem Bożej obecności, jak i Krzyż, symbol Drzewa Życia, wskazują na jedną i tę samą osobę — Maryję.
Dodatkowo, warto zwrócić uwagę na postawę figury Maryi, która powinna być przedstawiona jako stojąca. Ta postawa nie jest przypadkowa — nawiązuje do misji Kościoła, którego zadaniem jest podnoszenie upadłych dusz.
Z krzyżem związane jest jeszcze jedno objawienie, które miało miejsce 22 sierpnia 1877 roku w Gietrzwałdzie. Było ono wyjątkowe ze względu na sposób, w jaki Matka Boża ukazała się widzącym — każda z dziewczynek doświadczyła tej wizji w nieco inny sposób. Tego dnia Barbara Samulowska zobaczyła jedynie prawą stopę Matki Bożej. Promienie światła wychodziły wyłącznie z Jej dłoni. Przepaska na szacie Maryi była wąska, pofałdowana i widoczna jedynie po bokach. Justyna Szafryńska, choć uczestniczyła w tym samym objawieniu, odebrała je zupełnie inaczej. Widziała obie stopy Matki Bożej, a światło promieniowało nie tylko z Jej rąk, ale także ze stóp oraz spod szyi. Przepaska szaty była szeroka i wyraźnie napięta.                                                                                                                   Zaniepokojone tymi różnicami, dziewczynki podczas kolejnego objawienia zapytały Matkę Bożą o ich sens. W odpowiedzi Barbara usłyszała, że powinna być zadowolona z tego, jak Maryja jej się ukazuje. Justynie natomiast Maryja wyjaśniła, że różnice te istnieją po to, by ludzie bardziej wierzyli. Jak zatem rozumieć te różnice? Wcześniej już wspominaliśmy, że Maryja, jako Drzewo Życia, w symboliczny sposób utożsamiana jest także z Krzyżem, do którego został przybity Chrystus. Przypomnijmy: Jezus miał rany na dłoniach, stopach oraz w sercu, które zostało przebite włócznią z boku. Zwróćmy uwagę, że Justyna Szafryńska dostrzegała światło wychodzące z Maryi dokładnie w miejscach przebicia Chrystusa gwoźdźmi. Skoro Maryja jest Drzewem Życia, do którego został przybity Jezus, to również Ona — w sensie duchowym — została „przebita” tymi samymi gwoźdźmi. Nie oznacza to cierpienia fizycznego, jakiego doświadczył Jej Syn, lecz głębokie współodczuwanie duchowego bólu.  Każda matka, patrząc na cierpienie swojego dziecka, doświadcza bólu — nie w ciele, lecz w duchu. Fizyczny ból dziecka przenosi się na duchowe cierpienie matki. Tak też było w przypadku Maryi.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Serce Chrystusa zostało przebite piką, która nie wbiła się w Krzyż. Tymczasem w wizji Justyny światło wydobywało się również spod szyi Maryi. Można to zinterpretować symbolicznie: dwie belki krzyża łączą się i zostają przebite gwoździami właśnie w okolicy serca, dlatego to miejsce staje się także źródłem światła. Widzimy więc, jak głęboka jest symbolika tego objawienia.
Maryja, jako Namiot Ducha Świętego, zostaje niejako „rozdarta” przez gwoździe, którymi przebito Jej Syna. W miejscach tego „rozdarcia” Namiotu wydobywało się światło — znak obecności Ducha Świętego. Opaska na Jej biodrach jest szeroka i napięta, co również wskazuje na obecność w Niej pełni Ducha Świętego.
W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Barbara widziała jedynie światło wychodzące z rąk Maryi, a opaska na Jej biodrach była luźna. W tym kontekście szczególnie istotne stają się słowa Matki Bożej, która powiedziała, że różnice w postrzeganiu objawienia wynikają z wiary. Barbara nie miała jeszcze tak otwartego serca, jak Justyna. Wskazuje na to również fakt, że dostrzegała tylko jedną stopę Maryi — co może sugerować, że musi jeszcze pokonać pewne duchowe przeszkody, które nie pozwalają jej w pełni doświadczyć objawienia. Luźna opaska symbolizuje, że Barbara nie ma w sobie jeszcze pełni Ducha Świętego — takiej, jaką miała Justyna. Obrazy, których doświadczyły dziewczynki, odnoszą się zatem również do nich samych. Ukazują, nad czym Barbara powinna jeszcze pracować, aby móc dostrzegać rzeczywistość duchową w taki sposób, w jaki widziała ją Justyna.

Krzyż i dwie Chorągwie

25 lipca- dziewczynki zapytały: „Czy dobrze się ludzie teraz modlą?” Otrzymały odpowiedź: „Życzę sobie, aby w czasie odmawiania różańca stały dwie Chorągwie i Krzyż na placu kościelnym pod klonem”.
25 lipca pojawiła się kolejna różnica w zeznaniach dziewczynek. Justyna Szafryńska powiedziała, że Matka Boża wyraziła życzenie, aby podczas odmawiania Różańca na placu kościelnym, pod klonem, ustawione były dwie chorągwie oraz krzyż. Barbara Samulowska natomiast nie wspomniała o żadnym życzeniu Matki Bożej — opisała jedynie, że podczas objawienia widziała obok Maryi krzyż i dwie chorągwie. Kolejna różnica w postrzeganiu Maryi wskazuje, że Barbara nie do końca była oczyszczona. Widzimy, że Justyna nie dość, że wcześniej dostrzegała pełnię objawienia Maryi, to teraz jeszcze słyszy Jej Głos w sposób czysty. Natomiast Barbara tak jak nie widziała w pełni objawienia Maryi, tak nie do końca Ja słyszała. Widzimy, że różnice w postrzeganiu objawień przez dziewczynki wynikają z czystości ich zmysłów — przede wszystkim wzroku i słuchu.
W całym okresie objawień różnice w odbiorze pojawiły się trzykrotnie. Przyjrzyjmy się teraz trzeciej z nich, która – jak się okaże – również wskazuje, że Justyna była bardziej otwarta na Ducha Świętego niż Barbara. Trzecie objawienie, podczas którego ujawniły się różnice w postrzeganiu dziewczynek, miało miejsce 23 sierpnia 1877 roku. Dotyczyły one dnia i godziny, w których Matka Boża miała ukazać się po raz ostatni. Justyna Szafryńska usłyszała, że ostatnie widzenie nastąpi w święto Narodzenia Maryi, w sobotę o godzinie 21.00. Natomiast Barbara Samulowska zrozumiała, że ma to nastąpić w niedzielę wieczorem, również w święto Narodzenia Maryi. Kiedy dziewczynki ponownie zapytały Matkę Bożą o dzień Jej ostatniego objawienia, okazało się, że to Justyna miała rację.
Barbara otrzymała od Maryi upomnienie, by następnym razem lepiej słuchać.    Jak widzimy, po raz kolejny to Justyna wyraźniej słyszała Matkę Bożą. Jej duchowy słuch był czystszy, co pozwalało jej lepiej rozumieć przekazywane przez Maryję słowa.
Gdy przyjrzymy się życiu obu widzących, zauważamy wyraźne różnice w ich późniejszych losach. Barbara wstąpiła do zakonu i pozostała w stanie konsekrowanym aż do śmierci, wiernie realizując swoje powołanie. Justyna również początkowo wstąpiła do zgromadzenia zakonnego, jednak po pewnym czasie opuściła jego szeregi i wyszła za mąż. Z niektórych przekazów wynika, że decyzji tej żałowała, wyznając później, że życie małżeńskie było dla niej znacznie trudniejsze.
Jak te życiowe wybory odnoszą się do ich duchowego doświadczenia z czasów objawień? Przecież to właśnie Justyna wydawała się bardziej otwarta na Ducha Świętego niż Barbara. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ich dalsze życie nie odzwierciedla duchowego poziomu, jaki reprezentowały podczas objawień. Jednak to tylko pozorna sprzeczność. Właśnie tutaj objawia się głęboka prawda o kobiecości i jej duchowej misji. Rola kobiety, zapisana już w Księdze Rodzaju, polega między innymi na wspieraniu mężczyzny oraz niesieniu życia i miłości. Posługa kobiety w małżeństwie jest często o wiele trudniejsza niż życie w stanie konsekrowanym, które z natury sprzyja skupieniu, modlitwie i oczyszczeniu własnego serca. Małżeństwo zaś niesie ze sobą nieustanne wyzwania relacyjne, emocjonalne i duchowe, które wymagają wielkiej siły wewnętrznej. Justyna, która już jako dziecko była bardziej otwarta na Ducha Świętego, mogła właśnie dlatego podjąć trudniejszą drogę — nie po to, by się chronić, ale by oczyszczać innych przez swoją własną ofiarność i codzienne zmaganie. Jej wcześniejsza duchowa głębia nie została zaprzepaszczona, lecz przemieniła się w cichą, ukrytą formę służby. Należy tutaj dodać, że Barbara również żyła dla innych, realizując prace misyjne w Gwatemali, jednak miała ona nieco inny charakter.
Krzyż i dwie Chorągwie, które miały stanąć podczas odmawiania Różańca, wpisują się w całe przesłanie objawienia. Krzyż pomiędzy dwiema chorągwiami nawiązuje ponownie do Drzewa Życia i Cherubów broniących do niego dostępu. Elementy te miały być wystawione podczas odmawiania Różańca, gdyż ludzie nie chcieli odmawiać go patrząc na klon, na którym w mistyczny sposób stała Maryja.

Zwiedzenie Szatana

„W uroczystość świętego Wawrzyńca rano nie powróciła Justyna, po odprawieniu rannego Różańca, jak to zwykle czyniła, nie poszła prosto do domu właściciela, który ją do siebie był przyjął, lecz wstąpiła po drodze do domu, w którym mieszka szwaczka Katarzyna Hennig z matką. (…) Dziewczę tak zawsze zdrowe uczuło naraz słabość i położyło się za namową przytomnych na łóżko. Usnęła zaraz, ale wkrótce potem obudziła się, bo zdawało jej się, jakoby ją kto uchwycił za rękę. Obudziwszy się ujrzała nad sobą Najświętszą Pannę w ten sam sposób, co zawsze, a u nóg jej sześć trumien. Jedna z tych była oznaczona jako jej własna. Zdawało jej się także, jakoby, nim jeszcze widzenie to znikło, słyszała to wezwanie: „Przychodź tu zawsze”. Nazajutrz po nabożeństwie popołudniowem opowiedziała Justyna małej Barbarze o tem, co się jej przydarzyło i zawezwała ją, aby poszła z nią do domu onej szwaczki, gdyż tamtejsze objawienie widocznie i dla niej było. (…) Barbara zdrzymnęła się nieco, poczuła się jednak, nie wiedząc od kogo, przebudzoną, i ujrzała podobnie, jak Justyna, która tym razem wcale nie usnęła, tę samą postać, którą na klonie widywała, otoczoną mnóstwem aniołów, unoszącą się nad łóżkiem. Po niejakim czasie rzekło widzenie to do dzieci: „Ja wam teraz zawsze pokazywać się tu będę. Przychodźcie tu codzień, chociażby wam inni surowo zakazywali”. Potem zginęło widzenie i ukazała się postać Anioła trzymającego w ręce wstęgę, na której można była wyczytać następujące słowa w polskim napisane języku: „Rozjaśnienie nad swojemi grzechami, chcąc je dobrze poznać”.
Po objawieniach, które miały miejsce w domu krawcowej, dziewczynki udały się do proboszcza, by opowiedzieć mu o całym wydarzeniu. Gdy duchowny wysłuchał ich relacji, stanowczo zabronił im odwiedzać krawcową i polecił, aby zapytały Maryję o pochodzenie tych widzeń. W odpowiedzi Matka Boża powiedziała, że należy słuchać proboszcza, a samo widzenie pochodziło od diabła. Warto zatem zastanowić się, jaki cel mógł mieć Szatan, dopuszczając się takiego zwiedzenia. Należy w tym miejscu podkreślić, że interpretacja takich wydarzeń musi odbywać się w kontekście Pisma Świętego, które zawiera klucz do ich zrozumienia. Jak się przekonamy, znajomość symboliki oraz przesłania objawień gietrzwałdzkich pozwala właściwie odczytać to, co wydarzyło się w domu krawcowej. W świetle objawień w Gietrzwałdzie Maryja symbolizuje Drzewo Życia. Tymczasem zjawa, która w domu krawcowej podszyła się pod Maryję, objawiła się jako drzewo śmierci — w tym przypadku był to klon, u stóp którego znajdowały się trumny, owoce działania tego drzewa.
W Gietrzwałdzie Maryja nie objawiła się jako klon, ale jako ta, która go depcze. Widzimy zatem wyraźnie, że Szatan chciał zwieść Justynę. Trzeba tu wspomnieć, że Justyna była bardzo blisko Maryi, co w sposób szczególny wywołuje złość szatana. Osoby bliskie Bogu są niejednokrotnie szczególnym celem jego ataków, który próbuje wszelkimi sposobami odciągnąć je od Boga. Tak samo było w Raju, gdzie wąż zwiódł Ewę, która była blisko Boga. Szatan oszukał ją, kamuflując zło za sprawą pozornego dobra.    Justyna i Barbara pochodziły z ubogich rodzin. Dom krawcowej, który oferował pozorny spokój i wygodę, miał być dla nich pokusą — iluzją błogości i dobrobytu, mającą odciągnąć je od Drzewa Życia i prawdziwych objawień Maryi. Natomiast trumny u stóp zjawy miały wywołać lęk i zniechęcić dziewczynkę do dalszego przychodzenia pod klon. Justyna miała odnieść wrażenie, że jeden z grobów przeznaczony był właśnie dla niej. Przypomnijmy, że Adam i Ewa — po złamaniu Bożego zakazu — skryli się przed Bogiem za drzewem. Szatan próbował osiągnąć ten sam efekt: sprawić, by dziewczynki uciekły przed Maryją i schroniły się w drewnianej chacie krawcowej. Nieposłuszeństwo wobec proboszcza, który jako duszpasterz jest namiestnikiem Boga, byłoby równoznaczne ze złamaniem przykazania Bożego. Jeśli chodzi o samą krawcową, która szyła dla Justyny strój, w pewnym sensie przywłaszczyła sobie rolę Boga. Pismo Święte mówi, że to Bóg przyodział Adama i Ewę po ich upadku, gdy napełnili się grzechem. Zatem krawcowa – szyjąc odzienie – symbolicznie wchodzi w rolę Stwórcy, ale robi to jako imitacja, nie jako prawdziwa pomoc, co stanowi kolejne zwiedzenie.          Wydarzenia, które rozegrały się w domu krawcowej, są głęboko powiązane z biblijną historią Adama i Ewy — z tą różnicą, że zostały przełożone na współczesność. W tej opowieści Justyna symbolicznie przyjmuje rolę Ewy, która po pierwszej wizycie u krawcowej stara się namówić Barbarę — odgrywającą rolę Adama — by również tam przyszła. To kuszenie pozornym dobrem miało prowadzić do ich wspólnego odejścia od Boga.                                                      Podczas drugiego widzenia zjawa zniknęła, a w jej miejsce pojawił się Anioł z wstęgą, na której widniał napis: „Rozjaśniaj (rozmyślaj) nad grzechem, aby go dobrze poznać.” Można przypuszczać, że obecność Anioła – prawdopodobnie Anioła Stróża – spowodowała odejście zwodniczej zjawy.                                                 Warto zwrócić uwagę, że napis na wstędze jest bezpośrednio powiązany z biblijnym drzewem poznania dobra i zła. Tematyka rozróżniania pomiędzy dobrem a złem, tak istotna w Księdze Rodzaju, doskonale wpisuje się w przesłanie objawień. To nie tylko wezwanie do refleksji, ale również duchowa instrukcja: „Rozmyślaj nad grzechem” — czyli poznaj jego istotę, jego korzenie, aby móc go unikać. Słowa na wstędze są prawdziwe i uniwersalne. Każdy chrześcijanin powinien zastanawiać się nad własnym grzechem, ponieważ zrozumienie jego natury prowadzi do nawrócenia. Istnieje bowiem duchowa zasada: ten, kto rozpoznaje, że coś jest grzechem, i z serca pragnie dobra, będzie unikać grzechu. Natomiast ten, kto świadomie i dobrowolnie popełnia zło, mimo że wie, iż jest ono grzechem — odrzuca Boga i staje się potomstwem węża. Tacy ludzie pokochali grzech i nie chcą się od niego oderwać. Ich serca są zatwardziałe, a ich wola została oddana złu.

Jonasz

W tym miejscu dochodzimy do jednego z najważniejszych przesłań objawień gietrzwałdzkich, które skierowane jest do całego narodu Polskiego. Ma ono głęboki związek z Księgą Jonasza. Przypomnijmy pokrótce, jak wyglądała historia Jonasza. Jego opowieść — choć krótka — jest niezwykle bogata w symbolikę i w wielu aspektach oparta jest na wzorcach zawartych w Księdze Rodzaju, do której z kolei nawiązują również objawienia w Gietrzwałdzie.                                                  Bóg daje Jonaszowi konkretne polecenie: udać się do Niniwy i głosić jej mieszkańcom wezwanie do nawrócenia. Jonasz jednak odmawia, łamiąc tym samym nakaz Boży, i ucieka przed Bogiem. Szuka schronienia na pokładzie drewnianej łodzi, ukrywając się pod jej pokładem — symbolicznie, jak Adam i Ewa chowający się przed Bogiem w ogrodzie Eden. W kontekście objawień w Gietrzwałdzie, to dom krawcowej ma być miejscem, w którym dziewczynki miały schować się przed Maryją, porzucając tym samym swoje Boże powołanie.     Gdy Bóg zsyła wichurę i wzburza morze, współpasażerowie — przerażeni — wyrzucają Jonasza za burtę, obawiając się o własne życie. W chwili tonięcia Jonasz modli się gorliwie do Boga. Zostaje wysłuchany: Pan przysyła Jonaszowi na pomoc ogromną rybę — Swojego Ducha — która połyka Jonasza,  chroniąc go tym samym od śmierci. Po trzech dniach ryba wypluwa go na brzeg, dając mu nową szansę. Jonasz przyjmuje Boże wezwanie i wypełnia swoje posłannictwo. Widzimy tu wyraźnie, że to gorliwa modlitwa uratowała Jonasza przed śmiercią — mimo, że zgrzeszył. W akcie skruchy i wiary zostaje ocalony, a Bóg daje mu ponownie szanse na poprawę.        Co jednak łączy Jonasza z objawieniami w Gietrzwałdzie? Aby lepiej zrozumieć to podobieństwo, warto przypomnieć kontekst historyczny objawień. W czasie objawień gietrzwałdzkich — które miały miejsce w 1877 roku — Polska nie istniała na mapie świata. Po trzecim rozbiorze w 1795 roku nasz kraj został wymazany z politycznej rzeczywistości Europy przez trzy zaborcze mocarstwa: Rosję, Prusy i Austrię. Okres niewoli trwał aż 123 lata, do odzyskania niepodległości w roku 1918. Przypomnijmy, że Jonasz został wypluty przez rybę po trzech dniach, podobnie jak Polska, która odzyskała niepodległość po trzecim rozbiorze, niewoli która trwała 123 lata. Jaka jest zatem rola Polski, nadana jej przez Boga, ale przez nią nie zrealizowana. Nie musi to być konkretne zadanie, jakie miał Jonasz, ale po prosty nieprzestrzeganie przymierza z Bogiem, którym jest łamanie Jego Prawa. Na koniec objawień Maryi w Gietrzwałdzie, Maryja daje wskazówkę narodowi Polskiemu, który jakby został połknięty przez inne kraje, by modlić się gorliwie. Są to słowa bezpośrednio nawiązujące do Jonasza, który modlił się gorliwie do Boga i dzięki temu odzyskał życie. Maryja daje nam wskazówki jak odzyskać niepodległość, która może przyjść jedynie za sprawą Boga.
Przyczyną wszystkich rozbiorów Polski był przede wszystkim grzech — zarówno po stronie elit rządzących, jak i samych obywateli. Wśród polskiej szlachty i magnaterii panowały kłótnie, egoizm, brak jedności oraz troska wyłącznie o własne interesy, kosztem dobra wspólnego. Rzeczpospolita, osłabiona wewnętrznie, stała się łatwym celem dla sąsiednich mocarstw. Wielu spośród tych, którzy sprawowali władzę, zdradziło swój kraj — nie tylko czynem, ale również przez zaniechanie. Rządy często obejmowali ludzie pozbawieni prawdziwej tożsamości narodowej, duchowej i moralnej. Ojcowie Ojczyzny odwrócili się od Boga, a duchowa pustka przyniosła polityczną katastrofę.
Polska — podobnie jak Jonasz — została wyrzucona „za burtę” przez swoich sąsiadów i pogrążyła się w odmętach niewoli.             Pytanie brzmi: czy Polska wyciągnęła z tych wydarzeń jakiekolwiek wnioski? Gdy przyjrzymy się czasom współczesnym, śmiało można stwierdzić, że Polska niczego się nie nauczyła i nadal popełnia te same błędy. Jonasz otrzymał od Boga drugą szansę i wykorzystał ją. Polska natomiast wciąż powtarza swoje błędy, jak gdyby niczego nie zrozumiała.
Na koniec tego rozważania wskażmy na pewną ciekawostkę, która — dla tych, którzy naprawdę wierzą — może być znakiem potwierdzającym autentyczność objawień Maryi w Gietrzwałdzie. Dla tych jednak, którzy są daleko od Boga, znak ten nie będzie miał żadnego znaczenia. Jest to znak, który — w sposób symboliczny — zapowiada powrót Polski na mapy świata. Można go dostrzec na zdjęciach satelitarnych ukazujących Gietrzwałd i jego okolice. Na fotografiach 10 i 11, w lewym górnym rogu, widoczne jest jezioro Giłwa, znane również jako Jezioro Rentyńskie. Jego kształt przypomina ogromną rybę z otwartym pyskiem, z którego — jak się wydaje — „wypluwa” Gietrzwałd.

Fot. 10. Zdjęcie satelitarne Gietrzwałdu z Jeziorem Giłwa, które kształtem przypomina wielką rybę.
Fot. 11. Zdjęcie satelitarne Gietrzwałdu z jeziorem Giłwa, które kształtem przypomina wielką rybę.

To symboliczne wyobrażenie wpisuje się w historię Jonasza i jeszcze raz odwołuje się do duchowego przesłania objawień. Za sprawą Matki Bożej, która w Gietrzwałdzie wzywała do gorliwej modlitwy różańcowej, Polska została jak gdyby „wypluta” — jak Jonasz — odzyskując swoje życie i otrzymując kolejną szansę na nawrócenie. Naszym zadaniem jest tę szansę dobrze wykorzystać. Co ciekawe, gdy przyjrzymy się zdjęciom satelitarnym Gietrzwałdu z nieco większej perspektywy, okaże się, że w tamtym regionie znajduje się więcej jezior o kształtach przypominających ryby — co pokazuje fotografia 12. To kolejny znak, który — dla człowieka wiary — może stać się potwierdzeniem Bożej obecności.

Fot. 12. Mapa satelitarna Gietrzwałdu i okolic.

Czy Polska kiedykolwiek uwolni się od Rosji? Refleksja na tle objawień gietrzwałdzkich

Od Raju do Gietrzwałdu – symboliczna analogia
Na samym początku Adam i Ewa żyli w obecności Boga. Rozmawiali z Nim, cieszyli się rajskim szczęściem i harmonią. Jednak gdy Bóg się oddalił i zostali sami, szatan pod postacią węża skusił Ewę pozornym dobrem do złamania Bożego przykazania. Ewa zerwała owoc z drzewa nauki rozpoznawania dobra od zła i skosztowała go, dając go również Adamowi. Mimo że Adam i Ewa znali Prawo Boże i byli czyści, nie potrafili oprzeć się pokusie – ich wola okazała się zbyt słaba. Ta biblijna scena jest niezwykle aktualna – również dziś wielu ludzi wie, czym jest dobro, a czym zło, ale to życie – z jego pokusami, iluzjami i fałszywym szczęściem – weryfikuje naszą wolę. To właśnie siła woli, zgodna z wolą Bożą, decyduje, czy trwamy w przymierzu z Bogiem. Im większa pokusa, której się opieramy, tym bardziej rośnie nasza duchowa siła.
Polska jako miejsce próby
Wydaje się, że cała Polska – podobnie jak Ewa, stoi nieustannie pod drzewem śmierci kuszona przez węża. Poprzez objawienia w Gietrzwałdzie Maryja stara się nam pomóc wypędzić tego kusiciela, zdeptać jego głowę. Należy jednak słuchać co do nas mówi. Różaniec jest głównym orężem, gradem kamieni zesłanym od Boga, który ma moc ukamieniować zło. Jedne z pierwszych słów, jakie Maryja wypowiada w Gietrzwałdzie to właśnie życzenie, aby odmawiać Różaniec. Maryja ukazuje się na klonie miażdżąc węża, co jest zapowiedzią walki duchowej, którą każdy Polak musi stoczyć we własnym sercu. Jest to również zapowiedź zwycięstwa, które jednak nie przychodzi bez próby. Kiedy przyjrzymy się dziejom Polski – szczególnie w kontekście rozbiorów, wojen i utraty niepodległości – może się wydawać, że Bóg nas opuścił. Ale to tylko pozór. Tak samo jak przy Adamie i Ewie Bóg nie był obecny w sposób widzialny – a jednak ich próba była wpisana w Boży plan. Polska również przechodzi próbę wierności, w której siła jej woli jest podnoszona.
Światło Ducha Świętego
Objawienia gietrzwałdzkie są pełne wskazówek pomagających odróżnić dobro od zła. Maryja w odpowiedzi na pytania dotyczące osób postępujących nieprzyzwoicie, mówi wyraźnie: spotka je kara. Ale dodaje też, że modlitwa za takie osoby może sprawić, iż unikną one zasłużonej kary. Modlitwa staje się więc duchowym wsparciem, dzięki któremu ktoś może otrzymać łaskę – światło, które prowadzi ku dobru. Ale ostateczny wybór nadal należy do człowieka. Maryja wspomina także o alkoholizmie – grzechu, który niszczy wiele polskich rodzin i jest jednym z narzędzi złego. Alkohol kusi pozornym szczęściem, krótkotrwałym, prowadząc ludzi do łamania Bożego Prawa. Gietrzwałd to miejsce, gdzie Matka Boża pomaga ludziom dostrzegać te duchowe pułapki i wyjść z nich dzięki modlitwie i nawróceniu.
Przymierze i konsekwencje jego złamania
U stóp gór Ebal i Garizim Bóg odnowił przymierze z ludem Izraela, jasno określając warunki błogosławieństwa i przekleństwa. Wierność Prawu Bożemu miała sprowadzać na naród błogosławieństwa, natomiast złamanie przymierza – przekleństwa. Jedną z najdotkliwszych kar za niewierność było wygnanie z ziemi ojczystej. Czy to nie jest także doświadczenie znane Polsce? Objawienia w Gietrzwałdzie zdają się wpisywać w ten biblijny schemat: naród, który odchodzi od Bożych przykazań, doznaje cierpienia, upadku i utraty niepodległości. Polska, tak jak starożytny Izrael, przeżywała okresy duchowej niewierności, które skutkowały dramatycznymi konsekwencjami – rozbiorami, wojnami, utratą suwerenności. Rosja – zaborca i prześladowca – może być odczytywana jako narzędzie, przez które realizują się kary zapowiedziane w Księdze Prawa Mojżeszowego (Kpł 26,14-45). Za grzech nie ma ucieczki – chyba że przez pokutę i nawrócenie. Przypomnijmy sobie historię Niniwy. Gdy prorok Jonasz nawoływał mieszkańców do nawrócenia i pokuty, całe miasto posypało głowy popiołem i żarliwie błagało Boga o przebaczenie. I wtedy – mimo wcześniejszej zapowiedzi zniszczenia – Bóg oddalił karę. Ta scena jest wiecznym przypomnieniem, że nawet w chwili największego zagrożenia, miłosierdzie Boże stoi otworem przed tymi, którzy wracają do Niego z sercem skruszonym.                                                                        Warto też dodać, że narody, które stawały się narzędziem w ręku Boga – wykonawcami Jego sądu – również nie pozostawały bez odpowiedzialności. Prorocy Starego Testamentu nazywają je „owieczkami karmionymi na rzeź”, które Bóg sam czyni tłustymi, aby na końcu wymierzyć im sprawiedliwość. Ich pycha, okrucieństwo i nadużycie władzy zostaną osądzone – nie przez człowieka, lecz przez samego Boga.
Słowa Maryi, że Polska „nigdy” nie uwolni się od Rosji, należy odczytywać nie w sensie politycznym, lecz duchowym – jako przypomnienie, że Przymierze z Bogiem obowiązuje zawsze i wszędzie. Błogosławieństwa przewidziane są wyłącznie dla tych, którzy zachowują to Przymierze. Natomiast za jego łamanie – nieuchronnie spadają przekleństwa. Rosja, jako sąsiad i historyczny zaborca Polski, może być postrzegana jako narzędzie realizacji tego Przymierza – świadomie lub nie. To, co dzieje się między narodami, nie zawsze wynika wyłącznie z polityki – bywa również odbiciem porządku duchowego, którego sens rozumiemy dopiero w świetle Bożego Słowa.  Dlatego Polska musi pamiętać, że jej los – jako narodu – zależy od wierności Bogu. Tylko wtedy, gdy wytrwa w dobru, odrzuci grzech i oprze się pozorom szczęścia, które oferuje wąż, ma szansę wyjść z tej próby zwycięsko. Tak jak Maryja w Gietrzwałdzie depcze głowę węża, tak i Polska – przez modlitwę, nawrócenie i trwanie w prawdzie – może pokonać to, co duchowo ją zniewala.